Moja Pasja: Paweł Zatoński

0
Zima - autoportret fot Paweł Zatoński

W ramach naszego krótkiego cyklu pn.: „Moja Pasja”, w każdy kolejny poniedziałek prezentujemy historie wyjątkowych osób, mieszkańców naszego regionu, naszych sąsiadów, znajomych, przyjaciół, którzy mają swoją małą pasję.

 

Joanna Troszczyńska – Giera: Dzisiaj o swojej pasji i zainteresowaniach opowie nam Paweł Zatoński – według niektórych jego znajomych „człowiek orkiestra”.
Pawle, gdzie mieszkasz i czym, na co dzień się zajmujesz?

Paweł Zatoński: Czy „człowiek orkiestra”? Może z 1,5 roku temu byłoby coś na rzeczy, bo przez kilkanaście lat grałem na kilku instrumentach klawiszowych, ale skoro tak mówią … Choć coś w tym jest – mam wiele pasji i zainteresowań. Już piąty (ostatni) rok studiuję prawo na Uniwersytecie Łódzkim – tam też mieszkam i do domu w Wieży pod Gryfowem wracam w niektóre weekendy. Znajomi pytają, co robię na prawie, skoro mam artystyczną duszę (śmiech).

JT-G: Oprócz studiów masz także pasje, które z pewnością pochłaniają Ci sporo wolnego czasu. Czym się interesujesz?

Można mieć (mniej lub bardziej) dochodowe zawody, ale kolor życiu nadają zainteresowania (była o tym mowa w filmie „Stowarzyszenie umarłych poetów”). Dlatego czas wolny wykorzystuję dość aktywnie – fotografowanie, podróżowanie, wędrówki i jazda na rowerze po Górach i Pogórzu Izerskim, zajmuję się szeroko pojętymi mediami w GKS Gryf Gryfów Śląski, prowadzę bloga o tematyce regionalnej (izerskiwloczykij.pl); do tego dochodzi czytanie książek, słuchanie muzyki (kiedyś również granie) i pisanie – czy to na blogu, czy w formie listów do przyjaciół, a i czasami jakiś wiersz się napisze.

Panorama gór fot Paweł Zatoński

JT-G: Jesteś redaktorem strony internetowej GKS Gryf Gryfów Śląski. To za Twoją sprawą na stronie pojawiają się relację z meczów, zapowiedzi, a także wiele ciekawych informacji o działalności Klubu. Skąd taka potrzeba? Kiedy i jak to się zaczęło?

P. Z.: To prawda, choć wypada dodać, że prowadzenie strony dzielę z Szymonem Dołasińskim, zwłaszcza pod kątem relacji meczowych. Jak wspomniałem – uwielbiam pisać i robić zdjęcia, a w tym świetnie mogę realizować się poprzez prowadzenie internetowej strony klubu i profilu na facebooku. Gryfem zacząłem interesować się w 2011 roku, po części dlatego, że wtedy każde popołudnie spędzałem grając w piłkę lub jeżdżąc na rowerze z Gryfowskim Towarzystwem Cyklistycznym, w którym jeździł były piłkarz Gryfa (Józef Czarnecki) i co wycieczkę opowiadał mi sporo o klubie. Potem do Gryfa wrócił Zygfryd Borkowski, którego syn, Piotrek, ruszył z nową stroną klubu, a ja pomagałem mu, robiąc zdjęcia, a potem przejąłem od niego stronę i profil na fb. Przy okazji dowiedziałem się, że jeden z moich dziadków grał w Gryfie już w 1946 roku, a drugi wiele lat chodził na stadion kibicować. W międzyczasie zakolegowałem się z zawodnikami, zarządem klubu i tak już zostało. Było więc trochę składowych. A potrzeba? Z serca. Gryf to przyjaźnie na lata, niesamowite wspomnienia, możliwość poczucia smaku zwycięstwa, a do tego realizowanie swoich pasji. Chciałbym przez swoją skromną osobę dołożyć cegiełkę do budowania historii i wizerunku tego klubu. Życie kiedyś się kończy, a klub i zdjęcia będą trwać dłużej.

Chłopiec z marzeniami fot Paweł Zatoński

JT-G: Prowadzenie strony Gryfa to zajęcie, które z pewnością zajmuje sporo wolnego, weekendowego czasu. Czy jest to działalność zarobkowa, czy społeczna?

P. Z.: Oj tak. Gdy wracam z Łodzi na weekend do domu (385 km), to rodzice już wiedzą, że cała sobota podporządkowana jest pod Gryfa. Bywało i tak, że na same zimowe mecze sparingowe jechałem po 10 godzin pociągami, autobusami i to w jedną stronę. Gryf wtedy obrywał co tydzień w klasie okręgowej, a ja zarówno wtedy, jak i dziś nie wziąłem za swoją działalność ani grosza. Jechać (by działać za free) pół Polski na mecz okręgówki, gdzie za bilety, czy sprzęt foto muszę płacić ze studenckiej kieszeni, bez żadnego zwrotu? To chyba jednak pasja, tym bardziej, że w regionie mało który klub ma swoje media i swojego fotografa.

JT-G: Czy grasz również w piłkę? Jeżeli tak, to na jakiej pozycji?

P. Z. Grałem parę lat temu w juniorach Gryfa na prawej obronie, bo nie było komu (dziś tego problemu Gryf już nie ma), ale dla dobra futbolu zająłem się pisaniem i fotografowaniem (śmiech).

JT-G: Twoją kolejną pasją jest turystyka, z dużym naciskiem na turystykę regionalną – Góry i Pogórze Izerskie. Co „ciągnie Cię w góry”?

P. Z.: Poczucie wolności, możliwość autorefleksji, pobycie chwilę samemu, w ciszy i aktywny wypoczynek.

JT-G: Prowadzisz internetowego bloga www.izerskiwloczykij.pl, na którym opisujesz wiele ciekawych historii, czy to z wypraw, czy związanych z historią regionu. Dlaczego zabrałeś się za pisanie i utrwalanie tych okolic?

P. Z.: Studia sprawiły, że zacząłem więcej czytać i jak to student – więcej chodzić po górach. Jedno i drugie rozwija umysł, powoduje, że chce się jakoś uzewnętrznić swoje przemyślenia. Do tego niezbyt częste powroty do domu i odległość od rodzinnych stron miały wpływ na to, że zacząłem bardziej doceniać to, co mam pod nosem. Letni widok Drogi Mlecznej w nocy, panorama gór z okien pokoju, możliwość rozpoczynania rowerowych i pieszych wycieczek spod domu – znajomi ze studiów w Łodzi nie mają takich możliwości, a dla mnie każdy powrót tutaj to jak mini-wakacje w górach. Góry i Pogórze Izerskie niby są niepozorne, ale skrywają całą masę tajemnic – nie tylko z czasów ostatniej wojny. W końcu przed nami ktoś tu był. Do tego wspaniały krajobraz, zamki, pałace, zabytki, atrakcje związane z aktywnym wypoczynkiem. Samo Pogórze i Góry Izerskie są jeszcze stosunkowo mało popularne wśród Polaków (a nawet mieszkańców naszego powiatu) – niektórzy o nich w ogóle nie słyszeli, ale jak tu przyjeżdżają, to zakochują się od pierwszego wejrzenia. Przez bloga chcę to wszystko utrwalić i pokazać światu, że my również mamy coś ciekawego do zaoferowania. Świetną sprawą jest też lokalna społeczność blogerów – np. ktoś z Wrocławia kupuje domek u nas, na Pogórzu, remontuje go i prowadzi przy tym bloga. Wymieniamy się przygodami, doświadczeniami i spotykamy przy kawie.

IzerskiWłóczykij – fot.: Paweł Zaoński

JT-G: Jak to mówią: „w nogach masz pewnie wiele kilometrów” i z pewnością zwiedzonych wiele ciekawych miejsc. Które poleciłbyś najbardziej?

P. Z.: Znajomi już pytają mnie o miejsca godne polecenia na randkę z dziewczyną (śmiech). To jak najbardziej uzasadnione – bo takich „miejscówek” jest tu w opór. Szczerze? Każda wioska w okolicy ma swój urok – jedna oferuje świetne widoki, inna przedwojenne kapliczki, a trzecia skrywa jakiś zamek. Powiem tak – zajrzyjcie na mojego bloga (izerskiwloczykij.pl) – tam i tak już wystarczająco dużo zdradziłem (Radomice, Gierczyn, Antoniów, Chatka Górzystów i wiele innych).

Radomice – Toskania fot Paweł Zatoński

JT-G: Czy oprócz Gór Izerskich odwiedzałeś także inne góry?

P. Z.: Byłem w Karkonoszach, Górach Stołowych (generalnie w wielu miejscach wokół Kotliny Kłodzkiej), Bieszczadach, ale najbardziej lubię to, co mam pod nosem, choć w Bieszczady jeszcze zawitam chętnie parę razy, tam to dopiero jest dziko i tajemniczo.

JT-G: Twoja najciekawsza (straszna, groźna, lub miła) przygoda w górach to… ?

P. Z.: Chyba najlepiej wspominam sierpniowe oglądanie i fotografowanie Drogi Mlecznej między Świeradowem a Chatką Górzystów. W Polsce praktycznie jeszcze tylko w Bieszczadach można czegoś takiego doświadczyć. Polecam każdemu… choć nawet w sierpniową noc w Górach Izerskich możliwa jest temperatura około zera, czego sam doświadczyłem.

Chatka na Polanie Izerskiej fot Paweł Zatoński

JT-G: Fotografia jest takim uzupełnieniem Twoich poprzednio omawianych zainteresowań. Pamiętasz, od kiedy interesujesz się robieniem zdjęć? Kiedy i na czym zaczynałeś?

P. Z.: Mój tato lata temu robił zdjęcia kultowym Zenitem, miał swoją ciemnię, wyszło z tego kilka albumów rodzinnych – na zdjęciach widać jak dorastałem od małolata – od tego chyba się zaczęło, to bardzo inspirujące. Jakieś podstawowe kompaktowe aparaty miałem pod ręką od dziecka, ale prawdziwego bakcyla złapałem 1,5 roku temu. Pora na krótką anegdotę – kolejny plus studiów, bo obiecałem sobie, że jak na trzecim roku zdam jedną z najcięższych sesji na tych studiach, to w nagrodę kupię sobie pół-profesjonalną lustrzankę – no i zdałem…

JT-G: Czy sprzęt ma znaczenie? Jaki ty preferujesz, czym robisz zdjęcia?

P. Z.: Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie ma. Ma, ale sprzęt to jedno, a umiejętności to drugie. Dochodzi jeszcze chyba najprostszy, ale najważniejszy czynnik – „oko do zdjęć”. Sam zawsze mam pod ręką smartfona, którym też można robić dobre zdjęcia, a dzisiejsza technologia już na to pozwala. Polska to wciąż specyficzny kraj, w którym nie wypada obnosić się z tym, co się ma – poza tym, jak wspomniałem – liczy się głównie oko i trochę światła.

JT-G: Twoje zdjęcia mają w sobie pewną magię. Oglądając fotografie na Twoim blogu człowiek chciałby tam natychmiast dotrzeć, chciałby tam być. Jak udaje Ci się uchwycić to piękno?

P. Z.: Jeśli odnieśli Państwo takie wrażenie, to właśnie to było moim celem, dziękuję. Może w powszechnej opinii te zdjęcia są ładne, ale wiem, że jeszcze sporo pracy przede mną. Tym bardziej, że fotografia to póki co tylko pasja, a nie sposób na życie. Może to nie zabrzmi skromnie, ale udać może się coś przypadkowo – mam świadomość tego, co i jak fotografuję, ale też mam świadomość tego, co mogę zrobić lepiej. Taki chyba mam styl robienia zdjęć, że pasują do opisów na blogu, niosąc w sobie nutkę czegoś magicznego. Mamy magiczne okolice, to i zdjęcia takie są (śmiech).

Gierczyn – zachód słońca fot Paweł Zatoński

JT-G: Twoje najlepsze, najbliższe sercu zdjęcie?

P. Z.: Ciężko wskazać. Uwielbiam pełne tajemniczości zdjęcia gwiazd i Drogi Mlecznej, ale najbardziej jednak jestem dumny ze zdjęć, które wyrażają emocje. Np. widok dziecka, które w koszulce Ronaldo przygląda się sprzed trybun poczynaniom naszych amatorów w V lidze – dla niego czas się zatrzymał, a liczą się tylko dziecięce marzenia o byciu piłkarzem. Tak a propos – zapraszam do obejrzenia albumów (galerii zdjęć) na facebooku Gryfa Gryfów, gdzie Gryf mierzył się w Pucharze Polski z Ocicami i Pławną – tam jest mnóstwo ciekawych zdjęć z klimatem, które wyrażają emocje i pasję.

JT-G: Jako fotograf jesteś laureatem powiatowego konkursu fotograficznego, który w ubiegłym roku wygrałeś zdjęciem z Radomic. Czy brałeś udział także w innych konkursach, a jeżeli tak, to z jakim rezultatem?

P. Z.: To był mój pierwszy konkurs i od razu wygrany, a do tego przypadło mi również wyróżnienie za zdjęcie kaplicy w Proszówce z Drogą Mleczną w tle… ale ponoć mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą (śmiech).

Kapliczka w Proszówce i Droga Mleczna fot Paweł Zatoński

JT-G: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Plany można mieć nawet na jutro, a życie i tak pisze najlepsze scenariusze. Chyba najważniejszy jest samorozwój. Na pewno chcę poprawiać swoje umiejętności, głównie w fotografii gwiazd i reportażach – zwłaszcza meczowych. W obu przypadkach wiem, że stać mnie na dużo, dużo więcej, a to stosunkowo mało popularne rodzaje zdjęć.

JT-G: Czego możemy Ci życzyć?

P. Z.: Zdrowia, dobrego światła do zdjęć i żeby to, co jest, posuwało się tylko do przodu, tyle wystarczy.

JT-G: Życzę Ci spełnienia marzeń i pewnie jak wielu naszych czytelników z niecierpliwością czekam na relację z kolejnych Twoich wypraw oraz sukcesów Gryfa.