Strona główna Aktualności Katastrofa ekologiczna. Szok! Przekroczenie o 12.500 procent!

Katastrofa ekologiczna. Szok! Przekroczenie o 12.500 procent!

1
288

Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska przyznaje, że badania wody wskazały na przekroczenie o 12.500 procent! Czy ktoś za to odpowie?

 

To, z czym mamy do czynienia na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr poniżej zapory wodnej, bez wątpienia jest katastrofą ekologiczną. Niemniej, niezwykle ważne jest przy tym podkreślanie, iż nie doprowadził do tego żaden przypadek – awaria sprzętu, czy nieprzewidywalne siły natury tylko człowiek, człowiek, który odkręcił kurek z wodą i patrzył jak dokonuje się zbrodnia na przyrodzie. Nie wolno pozwolić na to, by odpowiedzialność za śmierć Matki Natury w Dolinie Bobru obarczano pogodę. To człowiek z imienia i nazwiska wydał polecenie i to ten człowiek powinien za to odpowiedzieć – odpowiedzieć personalnie, a nie instytucjonalnie. Tak samo jak pełną odpowiedzialność personalna powinna zostać wyciągnięta wobec osób, które biorą pieniądze za nadzorowanie i które przespały apogeum katastrofy.

W komunikatach Wojewody Dolnośląskiej, Wód Polskich, czy WIOŚ-u pojawia się informacja o tym, iż nie ujawniono śniętych rybna rzece Bóbr. Takie informacje publikowane były w komunikatach z 7 lipca i 6 lipca. Dziennikarze redakcji Lwówecki.info odwiedzili wczoraj okolice zapory wodnej w Pilchowicach, jak również rzekę Bóbr płynącą poniżej zapory aż do Jeziora Rakowickiego. Przy zaporze towarzyszyły nam koleżanki z Radia Wnet. Bez większych problemów udało nam się dostrzec śnięte ryby. Oczywiście nie były to tysiące okazów, bo już nie ma ich w jeziorze, ani rzece – tony ryb zostały zamordowane i trafiły do utylizacji – ale pojedyncze martwe okazy bez większych trudności można dostrzec w wodzie.

„Podczas wtorkowej wizji terenowej WIOŚ na odcinku od Zapory Pilchowickiej do Włodzic Wielkich nie stwierdzono występowania śniętych ryb. Wizualnie zanieczyszczenie nadal występuje na odcinku od Zapory Pilchowickiej do ujścia do Jeziora Rakowickiego I. Woda w Jeziorze Rakowickim oraz we Włodzicach Wielkich była lekko mętna. Państwowa Inspekcja Sanitarna podtrzymuje stanowisko, że dotychczasowe wyniki badań rtęci w rzece przedstawione przez WIOŚ nie stanowią zagrożenia dla zdrowia ludzi. Podstawą wydania zaleceń oraz Rozporządzenia Wojewody były wyniki badań mikrobiologicznych w kierunku obecności bakterii Escherichia coli oraz enterokoków, a nie wyniki badań metali ciężkich”. – wskazuje w komunikacie z 7 lipca Wojewoda Anna Żabska.

Czyli rzeka bez śniętych ryb, z lekko mętną wodą i zawartością rtęci, która nie zagraża zdrowiu człowieka. To informacje, które uspokajają, ale raczej nie tych, którzy żyją blisko rzeki i widzą, co się dzieje.

O skali problemu, z jakim przyszło się mierzyć przyrodzie mówi Paulina Hennig-Kloska minister klimatu i środowiska, która ma odwagę przyznać, że na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr doszło do katastrofy.

Tak jak informowaliśmy od ubiegłego tygodnia, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu prowadzi kontrolę wszczętą po katastrofie związanej z remontem zbiornika Pilchowice”. – wpisze w poniedziałkowym komunikacie minister, która wskazuje, że celem kontroli jest sprawdzenie, czy inwestor, czyli Tauron Ekoenergia wypełnił ciążące na nim obowiązki.

„Chcemy zweryfikować czy inwestor spuszczając wodę, wypełnił warunki określone przez służby środowiskowe.” – przyznaje Paulina Hennig-Kloska, która pisze, że do obowiązków nałożonych na inwestora należało zadbanie o wszystkie zwierzęta żyjące w jeziorze.

„Wydane wcześniej postanowienie wskazywało m. in. na konieczność odłowienia wszystkich zwierząt i to pod nadzorem przyrodniczym.” – czytamy w komunikacie, w którym pani minister przyznaje, iż doszło do rażących zaniedbań i olbrzymich przekroczeń.

„Postanowienie jasno określało także poziom ilości zawiesiny w spuszczanej wodzie w wysokości maksymalnie do 80 mg/l oraz konieczność przerwania prac przy przekroczeniu tego parametru. Według badań zleconych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu, 1 lipca ilość zawiesiny przekroczyła 10 tysięcy mg/l. – zdradza minister klimatu.

To szokujące dane, przekroczenie nie o pięćdziesiąt, czy to procent, nie o tysiąc procent, nie dziesięciokrotne, a o 12.500 procent!

W ocenie resortu klimatu ze zbiornika w Pilchowicach odłowiono ponad 10 ton martwych ryb. Sławomir Czuchrij Prezes Zarządu TAURON Ekoenergia w odpowiedzi na pytanie redakcji Lwówecki.info przyznawał, że na dzień 1 lipca było to już 11 ton. Natomiast posłowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy w poniedziałek 6 lipca odwiedzili zaporę mówili, że posiadają informacje o 15 tonach martwych ryb. Różnice w danych są wiec olbrzymie. Pomiędzy tym, co podaje minister klimatu, a tym, co podaje PiS jest 5 ton martwej ryby. W komunikatach po posiedzeniach wojewódzkiego sztabu kryzysowego nie ma żadnych informacji o skali zniszczeń.

Paulina Hennig-Kloska w opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie z 6 lipca podnosi, że odpowiedzialni za katastrofę powinni ponieść konsekwencje, niemniej w kolejnym zdaniu zaznacza, że ona jako minister klimatu i środowiska nie nadzorowała tej inwestycji.

„Po wszystkich zakończonych kontrolach muszą zostać wyciągnięte konsekwencje. Dodam, że jako minister klimatu i środowiska nie nadzoruje takich inwestycji, zbiorników wodnych ani ich właścicieli.” – pisze pani minister.

Pytamy zatem, kto personalnie powinien ponieść konsekwencje katastrofy ekologicznej w Dolinie Bobru? I dlaczego fachowcy, którzy przyglądali się, jak przyroda umiera nadal pełnią jeszcze swoje zaszczytne funkcje?

1 KOMENTARZ

NAPISZ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj