W najnowszym komunikacie Wojewoda Dolnośląska potwierdza, że po opadach deszczu zaobserwowano przemieszczanie się osadów dennych ze zbiornika.
Mijają kolejne dni a końca skutków katastrofy ekologicznej na rzece Bóbr nie widać. Coraz więcej osób zaczyna zgadzać się z opiniami, iż konsekwencje tego, co się stało, mieszkańcy położonych poniżej zapory wodnej w Pilchowicach miejscowości będą odczuwać jeszcze przez lata. Tak samo, jak coraz więcej osób ze smutkiem wskazuje, że nikt z odpowiedzialnych za doprowadzenie do katastrofy nie poniesie odpowiedzialności. Aczkolwiek to tylko teorie i opinie zwykłych ludzi. Nad zapanowaniem nad skutkami ponoć pracują tęgie głowy, a sprawa konsekwencji jest przedmiotem rozważań prokuratury.
Nieco ponad dwa tygodnie od dramatu, do jakiego doprowadzono na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr, kolejne komunikaty służb nie napawają optymizmem.
Wyniki wizji terenowej przeprowadzonej 15 lipca przez Dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska potwierdzają, że skutki katastrofy ekologicznej są nadal widoczne.
„Po opadach deszczu zaobserwowano przemieszczanie się osadów dennych ze zbiornika Pilchowice. Woda poniżej zapory jest mętna.” – wskazuje w komunikacie Wojewoda.
Efektem jest mętna, brunatna woda poniżej zapory. Podobne zjawisko odnotowano również w Marczowie, natomiast na Jeziorze Rakowickim i we Włodzicach Wielkich, według ekspertów woda pozostaje lekko mętna.
Najbardziej niepokojące są wyniki terenowych pomiarów jakości wody. WIOŚ poinformował o spadku stężenia tlenu rozpuszczonego we wszystkich punktach pomiarowych względem pomiarów wykonanych 13 lipca. Dodatkowo w dwóch punktach pomiarowych odnotowano wyraźne przekroczenie wartości pH. Na Jeziorze Rakowickim I pH wyniosło 9,5, a we Włodzicach Wielkich 9,2. Świadczyć to może o intensywnym zakwicie glonów lub sinic. Zjawisku temu towarzyszy również bardzo wysokie nasycenie wody tlenem na Jeziorze Rakowickim I oraz we Włodzicach Wielkich.
Choć podczas wizji terenowej nie stwierdzono występowania śniętych ryb (nie ma też informacji o żywych rybach) na kontrolowanym odcinku Bobru. Natomiast inspektorzy pobrali cztery próbki wody do badań laboratoryjnych. Ich wyniki mają pozwolić na dokładniejszą ocenę skali zmian zachodzących w rzece.

Grafiki wykonane przez sztuczną inteligencję mają pokazać rzeczywistość, jednak gro osób zwraca uwagę, iż te publikacje dla przeciętnego zjadacza chleba niewiele wnoszą – poza kolorowymi obrazkami. Uwagę na to w mediach społecznościowych zwracają m.in. wędkarze z PZW Grodzkie w Jeleniej Górze, którzy używają dosadnych określeń, na to, co jest prezentowane.
„Coraz częściej spotykamy się z publikowaniem badań warunków tlenowych w wodzie. To rzeczywiście ważny parametr, ale często przedstawiany w zafałszowany sposób. Prawidłowa publikacja musi pokazywać dwie wartości: stężenie tlenu rozpuszczonego (w czystej rzece powinno wynosić co najmniej 7–10 mg/l, a przy wartościach poniżej 4–5 mg/l warunki stają się krytyczne) oraz nasycenie tlenem w procentach (dla rzeki Bóbr optymalny zakres to 80–120%). Czasem podawana jest także temperatura próbki wody – im niższa temperatura, tym większa pojemność tlenowa wody. Kilkakrotnie spotkałem się z komunikatami manipulującymi tymi parametrami. Podaje się na przykład informację, że „nasycenie wody tlenem osiągnęło 65%”, opatrując to komentarzem o „gwałtownej poprawie warunków w rzece”. To oczywista manipulacja (tzw. „cherry picking” – wybieranie tylko wygodnych wskaźników). Wynik 65% brzmi dla laika nieźle, ale pojedynczy parametr niewiele mówi. Po zestawieniu go z temperaturą i stężeniem mg/l okazuje się często, że warunki tlenowe w rzece nadal są bardzo słabe”. – tłumaczą wędkarze.
Ciekawostkę – jeżeli tak to można nazwać – da się zaobserwować np. we Wleniu, gdzie na wodzie pojawił się gęsty, brązowy kożuch. Nikt nie bada jednak zawartości osadzających się substancji na brzegu rzeki Bóbr.
Nadal nie ma informacji o składzie osadów dennych ani o tym, gdzie, czy ile próbek pobrano do badań.























