Miała być jedna z największych modernizacji hydrotechnicznych ostatnich lat, zakończyła się katastrofą ekologiczną o niespotykanej skali.
Pod koniec czerwca na Jeziorze Pilchowickim i w rzece Bóbr rozpoczęło się masowe śnięcie ryb. Zbiornik zamienił się w ogromne cmentarzysko wodnych organizmów, a z odsłoniętego dna wraz z wodą zaczęły spływać ogromne ilości osadów dennych. Brunatny szlam przez wiele dni płynął nurtem Bobru, docierając do kolejnych miejscowości położonych poniżej zapory. W wodzie odnotowano dramatyczny spadek zawartości tlenu, co doprowadziło do śmierci ryb oraz innych organizmów wodnych. Zbieranie śniętych ryb trwało przez wiele dni.
Po apogeum katastrofy, do akcji wkroczyły służby. Wojewoda Dolnośląski wydał zakaz korzystania z wód Bobru na terenie powiatu lwóweckiego. Prowadzone są codzienne badania jakości wody w rzece. Mają być prowadzone badania jakości wody w studniach.
Skala zdarzenia wywołała ogromne poruszenie wśród mieszkańców i organizacji ekologicznych. Jednym z kluczowych pytań pozostaje dziś to, czy zagrożenie zostało odpowiednio rozpoznane jeszcze przed rozpoczęciem prac oraz jakie działania podejmował inwestor, czyli Tauron Ekoenergia oraz organy odpowiedzialne za ochronę środowiska.
O odpowiedź w tej sprawie redakcja Lwówecki.info zwróciła się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu.
RDOŚ: nie prowadziliśmy kontroli przed ujawnieniem katastrofy
Jak wynika z odpowiedzi przekazanych przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska we Wrocławiu, instytucja nie przeprowadziła żadnej kontroli Jeziora Pilchowickiego ani rzeki Bóbr w okresie od 1 do 29 czerwca 2026 roku.
„Podkreślam, że RDOŚ, jako organ ochrony przyrody, nie nadzoruje realizacji inwestycji, nie jest również organem kontrolnym, a jedyne kompetencje w zakresie kontroli dotyczą sposobu wywiązywania się z warunków określonych w wydanych decyzjach. Ponadto informuję, że Inwestor miał nałożony obowiązek prowadzenia prac pod nadzorem przyrodniczym, w tym ichtiologicznym, który jako jedyny posiadał wiedzę o sytuacji panującej bezpośrednio na placu budowy. Do obowiązków nadzoru należała kontrola prowadzonych prac, bieżąca aktualizacja oceny ryzyka oraz decydowanie o zmianie harmonogramu prac.” – wskazuje Karolina Motyka rzecznik prasowy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu.
Jednocześnie RDOŚ informuje, że inwestor miał obowiązek prowadzenia prac pod stałym nadzorem przyrodniczym, w tym ichtiologicznym. To właśnie osoby pełniące taki nadzór miały monitorować sytuację na placu budowy, aktualizować ocenę ryzyka oraz – w razie potrzeby – decydować o zmianach harmonogramu robót.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przyznała również, że o katastrofie dowiedziała się dopiero 29 czerwca 2026 roku, czerpiąc informacje z wielu źródeł, między innymi z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz z doniesień medialnych.
Po ujawnieniu skali zdarzenia RDOŚ wszczął kontrolę dotyczącą sposobu, w jaki TAURON Ekoenergia wywiązał się z warunków określonych w wydanych decyzjach.
„Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu prowadzi obecnie kontrolę sposobu, w jaki Inwestor – Tauron Ekoenergia Sp. z o. o., wywiązał się z warunków określonych w wydanych decyzjach zezwalających na odstępstwa od zakazów obowiązujących w stosunku do dziko występujących roślin objętych ochroną gatunkową oraz dziko występujących zwierząt objętych ochroną gatunkową oraz zastosowanych działań minimalizujących ewentualne dalsze zniszczenia w środowisku przyrodniczym.
RDOŚ we Wrocławiu wezwał również Inwestora do złożenia wyjaśnień w zakresie przestrzegania warunków realizacji przedsięwzięcia w zakresie ograniczenia i monitorowania jego oddziaływania na obszar Natura 2000.” – wskazuje Karolina Motyka.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu podaje szokujące dane dotyczące skali zaniedbań. Olbrzymie wrażenie robi ilość odłowionych ryb w porównaniu do tych, które zostały uśmiercone.
„Z informacji uzyskanych od Tauron Ekoenergia sp. z o.o. wynika, że odłowiono 2,219 tony żywych ryb”. – wskazuje w odpowiedzi na pytania redakcji Lwówecki.info rzecznik RDOŚ i dodaje – „Z informacji uzyskanych od Tauron Ekoenergia sp. z o.o. wynika, że odłowiono 23,47 tony ryb śniętych, które zostały przekazane do utylizacji”.
Istotną informacją jest również stanowisko RDOŚ dotyczące procedury środowiskowej. Dyrekcja potwierdza, że dla modernizacji zapory nie została wydana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Powodem była decyzja Artura Zycha Burmistrza Wlenia, który odmówił wydania takiej decyzji, uznając, że przedsięwzięcie nie należy do inwestycji mogących znacząco oddziaływać na środowisko w rozumieniu obowiązujących przepisów.
„Z informacji będących w posiadaniu Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu wynika, że dla przedmiotowego przedsięwzięcia nie została wydana decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Burmistrz Miasta i Gminy Wleń, decyzją z dnia 29 maja 2020 r., znak: ORSO.7340.2.D.2020.TK, odmówił wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedmiotowego przedsięwzięcia uznając, iż inwestycja nie spełnia kryteriów zawartych w art. 71 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko”. – tłumaczy rzecznik RDOŚ, przy czym dyrekcja instytucji podkreśla, że organem właściwym do kwalifikacji inwestycji i wydania ewentualnej decyzji środowiskowej był burmistrz Wlenia.
























Zaczyna się szukanie winnych jak już doszło do takiej skali zaniedbań i skażenia środowiska.
Fachowcy, specjaliści tylko nagrody wam dać, Zwykłego małego przedsiębiorcę to potrafią zkontrolować od a do z.
Wcale już nie jestem zaskoczony skalą afer aferek w ostatnich latach . Każda rozumna istota w tym człowiek zdaje sobie sprawę że w tym zbiorniku są OSADY które były gromadzone tam przez 100 lat ale tego pewnie ci fachowcy od wykonania inwestycji nie wiedzieli a instytucje takie jak WIOŚ , Wody Polskie , Tauron, PZW , Urząd Marszałkowski, Wojewoda a skończywszy na burmistrzu gminy Wleń nie miały świadomości.
Co dzisiaj macie do powiedzenia gdy cały internet huczy od KATASTROFY EKOLOGICZNEJ NA RZECE BÓBR ?
Co wystąpienie to wypływają nowe fakty i obnażają nie kompetencje urzędnicza i skalę podejścia do ludzi , ekologi i świata flory i fauny. Ale kogo to interesuje ? Kilku zapalonych wędkarzy , jakiegoś dziennikarza z tej czy innej redakcji no i parę osób związanych z prowadzeniem agroturystyki bo uciekły im pieniądze .
Kiedy w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy i wsadzi jednego drugiego do paki aby pokazać że prawo należy przestrzegać nawet jeśli jest się u władzy .
gęsta ta woda… na zasmażce… można napisać że „żurek” odwiedził zaporę XD
Oddać wedkarzom pieniądze za karty wędkarskie bo to normalne złodziejstwo. Gdzie ten prezes koła we Lwówku. Siedzi cicho i robi zawody . Trzeba wybrać nowego sprytnego człowieka a firmie rodzinnej podziękować .
kto jak kto ale tauron umie łapać ryby…
Najbardziej zdumiewające jest to, że system pozwala, aby stwierdzenie niewymagania decyzji środowiskowej przez mały urząd gminny praktycznie wyłączyło pełną ocenę oddziaływania inwestycji tej skali, mimo że chodziło o ponadstuletni zbiornik, zaporę o znaczeniu przeciwpowodziowym, obszar Natura 2000 i operację wymagającą całkowitego spuszczenia wody.
Też mnie to dziwi. Wychodzi na to, że trzeba monitorować stan takich inwestycji we własnym zakresie i jeszcze na etapie planowania zaskarżać tego typu decyzje jak właśnie burmistrza Wlenia. W przeciwnym razie od jednej decyzji niekompetentnego urzędnika zależy los kawałka rzeki leżącego dalej niż granica gminy.
Morderstwo na rybach, po co są te Wody Polskie i WIOŚ skoro nie mogą tego przewidzieć, darmozjady i nieuki biorą pieniądze za darmo. Wstyd! Ktoś powinien za to beknąć,nawet z Urzędu Marszałkowskiego.
Czekam na wywiad z burmistrzem Wlenia, dlaczego odmówił wydania decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych.