Balon wewnątrzżoładkowy

Izerskie wrota kwarcu

3

Tym razem zabiorę Was w jedyne takie miejsce w Górach Izerskich – do nieczynnej kopalni kwarcu “Stanisław”. Lokalizacja ta jest widoczna z różnych stron regionu i zawsze przypomina ogromną górską bramę, za którą kryje się…no właśnie – co? Niektórzy mówią, że te izerskie wrota kwarcu przypominają miejsce przy zaporach wodnych, gdzie dokonuje się zrzutu wody w trakcie powodzi. Na wikipedii, czy innych Googlach przeczytacie trochę suchych faktów – ja z kolei zapraszam na wycieczkę w to unikalne i bardzo widowiskowe miejsce. W drogę!

Przy kopalni byłem już wiele razy – cały czas wędrując od strony Rozdroża Izerskiego żółtym, a następnie czerwonym szlakiem przez Sine Skałki. Droga bardzo monotonna, którą już opisywałem na blogu w lipcu 2018 [Z Rozdroża do kopalni, czyli śladami Wiedźmina].

Pierwszy widok, który widzi piechur idący od strony Sinych Skałek i Rozdroża Izerskiego – tutaj zaczyna się kopalniany krajobraz /fot.: Paweł Zatoński/

Idziemy nieco dalej szutrową drogą i po lewej stronie zobaczymy kopalnię w całej okazałości…

Snop światła na kopalniane poziomy /fot.: Paweł Zatoński/
Widok znad kopalni w stronę Karkonoszy – w dole dalsza część szutrowej drogi przez kopalnię. Widoczność tego dnia była naprawdę dobra. /fot.: Paweł Zatoński/

Wspominałem, że w miejscu tym kręcono ujęcia do filmu Wiedźmin. Momentami księżycowy krajobraz faktycznie potrafi budzić skojarzenia rodem z fantastyki i pogranicza rzeczywistości. Koresponduje to ze średniowieczną legendą o schowaniu w tym miejscu posągu Flinsa – Lwińca – bo rzekomo w te strony miało uciekać pewne łużyckie plemię setki lat temu. Faktycznie – niżej kopalni zachowały się stare szyby górnicze, być może i również tutaj już setki lat temu wydobywano kwarc – m.in. na potrzeby przemysłu szklarskiego, z którego te strony dawniej słynęły. Jednak już od kilkunastu lat kopalnia powoli traci swój przemysłowy charakter, zaprzestano tu już wydobycia, choć ponoć jeszcze kilka lat temu widziano tu ciężarówki wywożące urobek w stronę Jakuszyc. Teraz to miejsce jest popularnym przystankiem biegaczy i rowerzystów, a zimą zaglądają tu narciarze. Widoki stąd są naprawdę niesamowite i cały czas marzę, żeby wybrać się tu którejś nocy na oglądanie gwiazd – w końcu księżycowy krajobraz pasuje do tego idealnie. Okolice kopalni są na tyle dzikie (nie licząc tras turystycznych), że ponoć można tu spotkać rysia.

Z prawej strony widać kopalnię – z lewej na zboczach Wysokiej Kopy “kamienne siatki-kratownice” /fot.: Paweł Zatoński/

Mała dygresja – spójrzcie wyżej na zdjęcie georadarowe z tego terenu – też ciekawią Was tajemnicze kratownice na zachód od kopalni? To zarośnięty teren, nie widać go z drogi, ale widziany z powietrza odsłania nieznane wcześniej zagadki. Co ciekawe – tych kratownic jest cała masa, gdyby spojrzeć na południe od kopalni – między kopalnią a schroniskiem Orle. Czy to miejsca po nasadzeniach drzew, czy może ślady średniowiecznej działalności górniczej na tych terenach?

Letni symbol Gór Izerskich – wszechobecne naparstnice purpurowe /fot.: Paweł Zatoński/
Zdjęcie z przesłaniem /fot.: Paweł Zatoński/
/fot.: Paweł Zatoński/

Zawsze lubiłem robić zdjęcia, które same w sobie mogą coś opowiedzieć – przykład powyżej. Betonowy kloc – ławka?, na którym wysprejowano proekologiczny napis – w tle pokopalniany krajobraz, a sam beton powoli zostaje zarastany przez górskie trawy. Symboliczne ujęcie.

Budynek biurowy kopalni – chyba w jeszcze gorszym stanie niż sama kopalnia. Bardzo dużo śmieci, wszystko zdewastowane – przykry widok. Tylko kolorowa firanka daje nadzieję na przyszłość. Okno na lepszy świat. /fot.: Paweł Zatoński/

Czasem są sytuacje, w których żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia. Idąc z kopalni w stronę Rozdroża pod Zwaliskiem, z którego schodzi się zielonym szlakiem do Rozdroża Izerskiego spotkałem pedałującego pod górę wąską górską ścieżką kolarza. Gdy zbliżył się na kilka metrów, okazało się, że to pan po siedemdziesiątce, który w ubiorze i oprzyrządowaniu iście “targowym”, chciał zmierzyć się ze sobą i manewrował między głazami i korzeniami świerków, wyciskając litry potu w stronę kopalni Stanisław. Flanelowa koszula, krótkie sztruksowe spodenki, reklamówka z polarem i kanapkami ściśnięta w rowerowym bagażniku i zaledwie kilka przerzutek w 20-letnim rowerze. Widok, który lata temu był kojarzony z Górami Izerskimi, a który dzisiaj w dobie nowoczesnego osprzętu i ubioru powoli zamiera. Pozdrowiłem się ze starszym panem i ruszyliśmy w swoją stronę.

autor: Paweł Zatoński, izerskiwloczykij.pl

3 KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here