Wjechał quadem na dno Jeziora Pilchowickiego i utknął w mule. Pojazd miał problemy żeby wydostać się z grzęzawiska. Czy jezioro stanie się torem dla off roadu?
Jeszcze kilka miesięcy temu po Jeziorze Pilchowickim pływały łodzie i kajaki, a jego tafla przyciągała turystów oraz wędkarzy. Dziś krajobraz zmienił się nie do poznania. W związku z opróżnianiem zbiornika przed remontem ponadstuletniej zapory woda całkowicie zniknęła, odsłaniając rozległe połacie dna, a na nich m.in. wraki samochodów, pozostałości dawnej zabudowy, niewybuchy i inne przedmioty skrywane przez dziesięciolecia pod powierzchnią.
To właśnie ta nietypowa sceneria przyciąga coraz więcej osób. Jedni przyjeżdżają zobaczyć odsłonięte dno zbiornika, inni robią zdjęcia niezwykłego krajobrazu. Nie brakuje jednak również tych, którzy postanawiają potraktować teren jak tor do jazdy pojazdami terenowymi.
O widocznych śladach po pojazdach terenowych na plaży w okolicach Strzyżowca oraz Wrzeszczyna pisaliśmy kilka dni temu. Wczoraj otrzymaliśmy od czytelnika nagranie jednego uczestnika przeprawy po dnie jeziora, który utknął swoim pojazdem w gęstym mule. Pojazd ugrzązł i nie był w stanie samodzielnie wydostać się z grzęzawiska. Według relacji naszego czytelnika, na pomoc ruszyli koledzy pechowca.
Jezioro jeszcze nie całkiem wyschło. W wielu miejscach cienka warstwa przesuszonego osadu sprawia wrażenie stabilnego podłoża, jednak pod nią znajdują się miękkie, głębokie pokłady mułu. Wjazd samochodem lub quadem może skończyć się nie tylko utknięciem pojazdu, ale także stworzyć zagrożenie dla kierowcy i osób próbujących go wydostać.
Dno Jeziora Pilchowickiego stało się niecodzienną atrakcją. Z jednej strony niemal księżycowy krajobraz, niebywała okazja do zobaczenia miejsca, które po pół wieku odsłania tajemnice, z drugiej liczne skarby odnajdowanie na dnie, a z trzeciej rozległe przestrzenie kuszą. Warto jednak pamiętać o istniejącym zagrożeniu.
























W tym chorym kraju już mnie nic nie zdziwi.