W biały dzień lis przemknął koło ratusza w Lwówku Śląskim, jakby chciał odwiedzić miejskie muzeum, zerknął na monopolowy i warzywniak, sprawdził co słychać w restauracji. Po czym zniknął za rogiem.
Przez stulecia Lwówek Śląski dorobił się wielu symboli, jednak żaden nie jest z nim związany tak mocno jak lew. Spacerując ulicami miasta trudno nie zauważyć, że lew jest obecny niemal wszędzie. Widnieje w herbie, zdobi jedną z najcenniejszych fontann, pojawia się na północnej ścianie ratusza i od wieków towarzyszy nazwie miasta. To symbol, który przetrwał zmiany granic, wojen i ustrojów, stając się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów dziedzictwa grodu.
Dziś jednak to nie lew jest codziennym gościem tego miasta. To nie król zwierząt przechadza się ulicami. Dziś miejsce silnego lwa przejmuje sprytny lis. Niewielki drapieżnik nauczył się funkcjonować tuż obok ludzi. Nie kryje się już wyłącznie na obrzeżach. Można go spotkać jak przemierza centrum, jak po cichu przemyka uliczkami, jakby chciał pozostać niezauważonym, prześlizguje się pomiędzy samochodami, by po chwili zniknąć za rogiem.
Lis jest dziś stałym bywalcem Lwówka Śląskiego. Jak już niejednokrotnie relacjonowaliśmy zwierzaka można spotkać nie tylko na obrzeżach, ale także w ścisłym centrum, w parku miejskim a nawet na rynku. Rudzielec nie zakrada się tu wyłącznie nocą. Równie często pojawia się w dzień. Co go tu sprowadza?
Przyczyn wizyt dzikich zwierząt w mieście jest kilka. Rozbudowa miasta i zajmowanie kolejnych terenów pod budowę domów powoduje fragmentację ich naturalnych siedlisk. Do tego wycinka lasów, która powoduje, że dzikie zwierzęta tracą swoje dotychczasowe miejsca życia. Ważnym elementem tej układanki jest zwykła wygoda, lenistwo dzikich zwierząt i łatwy dostęp do pożywienia w mieście. Odpady pozostawiane w parkach, przy śmietnikach, w otoczeniu sklepów, resztki jedzenia, które nie zawsze trafiają do zamkniętych pojemników, to wszystko stanowi atrakcyjne źródło pokarmu. Lisy, jako zwierzęta wszystkożerne i bardzo inteligentne, szybko uczą się korzystać z takich okazji.
W miniony piątek wizytę lisa na rynku miejskim zarejestrował pan Janusz. Mężczyzna nagrał jak gość przeszedł przy ścianie ratusza, przemknął po przejściu dla pieszych, by na chwilę skryć się na parkingu pod samochodami. Następnie zajrzał do monopolowego, a później do warzywniaka. Nie znajdując nic ciekawego, zawrócił i udał się w stronę szkoły podstawowej nr 2.
Warto podkreślić, że obecność dzikich zwierząt w mieście – choć wzbudza ciekawość – niesie ze sobą pewne ryzyko. Lisy mogą być nosicielami wirusów, takich jak wścieklizna czy wirus uszkodzenia układu nerwowego. Problemem jest także ryzyko zakażeń pasożytniczych i bakteryjnych, które niesie z sobą kontakt z odchodami tych zwierząt. Lisy, jako drapieżniki mogą znacząco wpłynąć na populacje ptaków oraz małych ssaków, przez co zaburzyć ekosystem. Do tego zachodzi ryzyko ataku na zwierzęta domowe. Nie bez znaczenia jest także możliwość pogryzienia człowieka przez lisa. Takie ugryzienie choć może wydawać się drobne, wymaga natychmiastowego kontaktu z lekarzem i szczepienia przeciwko wściekliźnie oraz tężcowi.
Samorządy wielu miast w Polsce prowadzą akcje edukacyjne wśród mieszkańców, w szczególności dzieci i młodzieży w szkołach, informując o zasadach postępowania w przypadku spotkania dzikiego zwierzęcia. Na spotkaniach i poprzez ulotki wskazują, że najlepszym rozwiązaniem jest zachowanie dystansu i powiadomienie odpowiednich służb, gdy zwierzę zachowuje się nietypowo lub stwarza zagrożenie. Jak podkreśla Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, tylko konsekwentne i długofalowe działania mogą ograniczyć konflikty na linii człowiek–dzika fauna i przywrócić równowagę pomiędzy środowiskiem naturalnym a obszarami zurbanizowanymi.
Co by nie mówić, dziś to lis jest królem miejskiej dżungli w lwim grodzie. Nie potrzebuje on pomników ani miejskich emblematów, by zaznaczyć swoją obecność wśród ulic i skwerów.


























Gdzie Straż Miejska???!!!
Doczekamy się sprawozdań z działalności w kolejnych miesiącach?
A ja widziałam w sobotę rano przed godz 7:00 spacerował sobie po mieście
Puknąć autem to nie będzie chodził
Cud nad Wisłą, lis, nie pierwszy i ostatni raz były i bèdą, nie przesadzanie.