Strona główna Aktualności Pracownik rzucił wypowiedzeniem. Burmistrz obwinia radnego

Pracownik rzucił wypowiedzeniem. Burmistrz obwinia radnego

17
1750
Kobiałka Szramowiat urząd Lwówek pracownik
od lewej: Dawid Kobiałka Burmistrz Gminy i Miasta Lwówek Śląski, Marek Szramowiat radny Rady Miejskiej Gminy Lwówek Śląski

O powodach odejścia z pracy komendanta Straży Miejskiej, o tym co mówi burmistrz, o listach czytanych na sesji, o winie za odejście kolejnego pracownika i oświadczeniu radnego.

 

Do pełnienia funkcji burmistrza nie wystarcza wyłącznie zdobycie mandatu w wyborach. Jest to stanowisko wymagające szerokiej wiedzy z zakresu administracji publicznej, finansów samorządowych, prawa, inwestycji oraz zarządzania kryzysowego. Niezbędne jest również doświadczenie pozwalające podejmować trafne decyzje w sytuacjach trudnych i często obarczonych dużą odpowiedzialnością. Burmistrz powinien potrafić budować kompetentny zespół współpracowników, delegować zadania, słuchać ekspertów i wykorzystywać ich wiedzę dla dobra mieszkańców.

Równie ważna jest umiejętność zarządzania ludźmi, prowadzenia dialogu społecznego oraz osiągania kompromisów pomiędzy często sprzecznymi oczekiwaniami różnych środowisk. Samorząd wymaga cierpliwości, odpowiedzialności, a także przewidywania skutków podejmowanych działań.

Kluczową cechą dobrego burmistrza jest również kultura osobista. To ona pozwala prowadzić merytoryczną dyskusję, szanować odmienne poglądy i traktować mieszkańców, radnych oraz urzędników z należnym szacunkiem. Bez tych cech łatwo zatracić istotę służby publicznej. Burmistrz, który nie potrafi słuchać innych, przyjmować konstruktywnej krytyki i współpracować z otoczeniem, może zacząć postrzegać urząd niczym dyktator, jako narzędzie sprawowania władzy absolutnej, a nie służby mieszkańcom.

Schodząc na poziom gminy Lwówek Śląski coraz częściej zauważamy, ale też i słyszymy od mieszkańców, że burmistrzowi Kobiałce władza wymyka się spod kontroli. Przykładów takich nie brakuje, dziś dwa z oficjalnych wypowiedzi. Podczas ostatniej sesji rady miejskiej, burmistrz zrugał radnego przypisując mu odpowiedzialność za odejście pracownika urzędu. Wszystko zostało nagrane i opublikowane w nagraniu z sesji rad miejskich, bo w praktyce żeby wyważyć opinie trzeba zapoznać się z wydarzeniami nie tylko z majowej, ale także i kwietniowej sesji.

Ta historia zaczyna się podczas obrad w lwóweckim magistracie w dniu 29 maja br., od dyskusji o stadionie miejskim, rosnącego napięcia i grzecznego zwrócenia uwagi przez Marka Szramowiata, na sposób traktowania jego osoby i wykonywanej pracy radnego.

(…) Po raz kolejny mam wrażenie, że jestem traktowany jak intruz. Jak ja coś powiem, zgłoszę jakieś uwagi, mówię, że mieszkańcy zgłaszają kwestie dotyczące dzieci albo wyrażają własne zdanie, to jest od razu taki … denerwujecie się panowie na mnie, że coś zgłaszam? Ostatnio była pretensja, że odczytałem list. Teraz już, czy pan będzie brał udział w kształtowaniu regulaminu [red.: stadionu]. Ja bym trochę prosił o więcej spokoju. – apelował radny Marek Szramowiat.

Ja akurat, oprócz listu to, myślę, że każdy z nas – samorządowców, urzędników, ale w szczególności nas samorządowców – musi rozumieć konsekwencje swoich działań, które podejmuje. Odczytał pan te dwa listy. Do dzisiaj nie przedstawił w końcu, kto ten list napisał, mimo że pan obiecał, że przyniesie autorów tego listu. Nie przedstawił pan tego, mimo, że pan to obiecał. Ale chciałem powiedzieć, z racji, że pan ten temat poruszył, po ostatnim odczytaniu przez pana listu przyszedł do mnie pracownik urzędu gminy, który złożył wypowiedzenie, bo powiedział, że został włączony w politykę, mimo, że z nią nie chciał mieć nic wspólnego. Tak, proszę pana, to jest pana wina, ponieważ gdyby pan tego listu nie odczytał, być może ten pracownik by tutaj został. Natomiast przyszedł do mnie pan i powiedział, że nigdy nie uczestniczył w niczym politycznym i chce zrezygnować z pracy. I to właśnie zrobił. Mimo, że pan tego człowieka nigdy nie poznał, nigdy pan z nim nie rozmawiał, a przeczytał pan coś, co w konsekwencji spowodowało wypowiedzenie tego człowieka. I ja później mam problemy kadrowe przez to, że pan radny nie myśli o konsekwencjach swoich działań, ponieważ pan odczytał coś, co ktoś panu przyniósł i jeszcze na końcu pan mówi, że w sumie nie do końca się z tym zgadza, ale pan czyta, ale nie rozumie pan, jakie to ma dalsze konsekwencje. – grzmiał burmistrz Kobiałka.

Proszę zauważyć, że ten list, który był odczytywany ostatnio, był to list napisany przez waszego byłego pracownika i był podpisany z imienia i nazwiska. Ten pan nie mógł stawić się na sesji, więc poprosił mnie, jako mieszkaniec mojego okręgu, żebym go odczytał. I ja mam się dzisiaj czuć winny temu, że pracownik odszedł z pracy? Panie burmistrzu, proszę przejść się po korytarzu i popatrzeć, ilu ludzi odeszło przez pana z pracy? – odpowiadał radny Szramowiat.

Jak wieść gminna niesie, pracownik, który odszedł był z wydziału organizacyjnego i zajmował się sprawami kadrowymi. Natomiast żeby zrozumieć sens ataku burmistrza Kobiałki trzeba wrócić do kwietniowej sesji, podczas której radny Marek Szramowiat odczytał list otwarty od Krzysztofa Siczka.

Zostałem poproszony jako radny o przeczytanie Listu Otwartego. Jest to list od byłego komendanta naszej Straży Miejskiej, który nie mógł być dziś na sesji i zgłosił się do mnie z prośbą żebym ten list odczytał.” – zapowiadał radny.

W dniu dzisiejszym chciałem osobiście przybyć na trwającą w tym momencie sesję, jednak charakter pracy, jaką obecnie wykonuję, nie pozwolił mi na to. Korzystając z uprzejmości mojego radnego Marka Szramowiata chciałbym, aby w ramach dostępu do wypowiedzi wolnego mikrofonu odczytał te kilka zdań zawartych w tym liście. Przy okazji, z pięknego Wrocławia, z miejsca, w którym obecnie się znajduję, przesyłam wszystkim urzędnikom i urzędniczkom oraz Państwu serdeczne i gorące pozdrowienia.” – napisał na wstępnie listu Pan Siczek.

W dalszej części tekstu Krzysztof Siczek gratulował swojej koleżance, Jolancie Kulkińskiej, awansu na stanowisko komendanta SM. Dziękował wszystkim współpracownikom w urzędzie, ale także instytucjom i organizacjom, z którymi przez szesnaście lat pracy w lwóweckim magistracie przyszło mu współpracować. W liście nie zabrakło także cierpkich słów w kierunku burmistrza Kobiałki i możliwych kroków prawnych.

Kolejną rzeczą, którą chciałbym z tego miejsca przekazać, to informacja na temat mojego odejścia z pracy w tutejszym w urzędzie. Ponieważ wiem, że padają takie pytania w różnych miejscach i okolicznościach, a przy tym pojawiają się też czasem nieprawdziwe plotki.

Tak więc, unikając plotki, z pewnością nie zostałem zwolniony przez Burmistrza i to jest jedyna prawda. Mój stosunek pracy wygasł na mocy porozumienia stron z mojej inicjatywy, poprzez złożenie przeze mnie stosownego wniosku. Przed podjęciem tej decyzji rozmawialiśmy o tym z Burmistrzem, po czym uznałem, że dalsza współpraca prędzej czy później stanie się niemożliwa. Oboje przyznaliśmy sobie rację, że mamy słaby kontakt i w wielu kwestiach i tematach odmienne spojrzenie i różną interpretację prawną i światopoglądową. Dla dobra obu stron uważam, że moje odejście było zasadne i słuszne.

Do Burmistrza:

Panie Burmistrzu, wiem, że taką wersję potrafi Pan przyjąć i przekazywać czasem zadającym pytania na temat mojego odejścia, tak i to jest ok i nie ma w tym nic złego. Natomiast Panie burmistrzu niepokoi mnie i boli bardzo fakt rozpowszechniania informacji przez Pana na temat, jakoby nie wykonania przeze mnie jakiegoś zadania lub zadań poleconych mi właśnie przez Pana. Tę kwestię również poruszyliśmy w trakcie rozmowy i odniosłem wrażenie, że zamknęliśmy na zawsze.

Niepokoi tym bardziej, iż kusi się Pan wypowiadać to publicznie i zawsze bez mojej obecności, na przykład podczas spotkań ze wszystkimi pracownikami w zamkniętym dla interesantów w tym czasie urzędzie lub w trakcie obrad sesji. Panie Burmistrzu, nie życzę sobie, aby w ten sposób szargał Pan moim wizerunkiem. A jeżeli nie zaprzestanie Pan stosowania tych praktyk niestety, ale będę szukał sprawiedliwości w instytucji, która oceni Pana zachowanie.

Jest Pan młodym i wydawać się może inteligentnym człowiekiem. Uczył Pan podczas swojej kadencji, jako burmistrz, kultury urzędników, w tym i mnie, udzielając mailowej instrukcji wszystkim, jak i kiedy mówić „Dzień dobry” i traktować z należytym szacunkiem każdego, kto znajduje się w urzędzie. O szacunku swoim i kulturze do urzędników oraz obowiązku urzędniczym chyba szybko Pan zapomniał, o czym się przekonałem osobiście, przybywając po swoje, należne mi ustawowo świadectwo pracy w wyznaczonym terminie i go nie otrzymałem. Nadmienię tylko, że w tym miejscu przepracowałem 16 lat i 3 miesiące. (…)” – napisał w liście otwartym Krzysztof Siczek.

(cały list do odsłuchania w nagraniu z obrad XXXVI sesji Rady Miejskiej w Lwówku Śląskim)

Wróćmy jednak do majowej sesji. Postawą burmistrza oburzony jest radny Rady Miejskiej Gminy Lwówek Śląski Pan Marek Szramowiat, który zwraca uwagę, iż nie tędy droga. Radny wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że wykonuje mandat zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców, reprezentując ich interesy i zadając pytania w ich imieniu. Skrytykował sposób prowadzenia debaty przez burmistrza. Odrzucił także sugestie o swoim wpływie na odejście pracownika urzędu oraz zapewnił, że pozostaje otwarty na współpracę opartą na wzajemnym szacunku i merytorycznej dyskusji.

Oświadczenie radnego w sprawie sytuacji podczas sesji Rady Miejskiej w Lwówku Śląskim w dniu 29 maja br.

W związku z przebiegiem ostatniej sesji Rady Miejskiej oraz wypowiedziami Pana Burmistrza, przedstawiam swoje jednoznaczne stanowisko.

Zostałem wybrany przez mieszkańców mojego okręgu i od początku kadencji konsekwentnie realizuję powierzone mi zadania: reprezentuję ich interesy, zgłaszam postulaty oraz zadaję pytania w ich imieniu. Jest to podstawowy obowiązek radnego w demokratycznym samorządzie. Różnice zdań są naturalnym elementem debaty publicznej, a konstruktywna krytyka stanowi jej niezbędną część.

Zdecydowanie sprzeciwiam się jednak praktyce, w której każda próba rzeczowej dyskusji lub przedstawienia odmiennego stanowiska spotyka się z emocjonalnymi reakcjami oraz personalnymi uwagami ze strony Pana Burmistrza. Tego rodzaju zachowanie obniża poziom debaty publicznej i nie przystaje do standardów, jakich mieszkańcy mają prawo oczekiwać od organów samorządu.

Przykładem jest sytuacja dotycząca nowo powstałego stadionu. Moje pytanie dotyczyło przyszłej dostępności obiektu dla mieszkańców, w szczególności dzieci i młodzieży. Odpowiedź Pana Burmistrza odnosiła się wyłącznie do aktualnego etapu inwestycji i zakazu wstępu na teren budowy, co było nieadekwatne do istoty pytania i nie wnosiło merytorycznej odpowiedzi.

Odnosząc się do kwestii odczytanego przeze mnie listu, podkreślam, że jego autorem był były Komendant Straży Miejskiej, a jednocześnie mieszkaniec mojego okręgu. Zwrócił się on do mnie z prośbą o odczytanie tego listu, z uwagi na swoją nieobecność. List był podpisany i zawierał osobiste refleksje oraz podziękowania. Moje działanie było wyrazem szacunku i realizacją prośby, niczym więcej.

Stanowczo odrzucam również sugestie, jakobym miał jakikolwiek wpływ na odejście innego pracownika Urzędu Miejskiego. Po publicznych wypowiedziach Pana Burmistrza skontaktowałem się bezpośrednio z tą osobą, która jednoznacznie zaprzeczyła, aby moja działalność, jako radnego, miała związek z jej decyzją.

Rozpowszechnianie informacji nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd, które godzą w moje dobre imię, uważam za działanie niedopuszczalne, a nawet mogące przejawiać formy znieważenia bądź pomówienia mojej osoby. Działanie takie podważa nie tylko moją wiarygodność, ale również zaufanie mieszkańców, którzy powierzyli mi mandat.

Jednocześnie zachęcam wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z nagraniami sesji Rady Miejskiej dostępnymi w Biuletynie Informacji Publicznej. Pozwala to na samodzielną, rzetelną ocenę przebiegu dyskusji i sposobu prowadzenia debaty.

Pozostaję otwarty na rzeczową współpracę i dialog – pod warunkiem zachowania standardów debaty publicznej oraz wzajemnego szacunku. Moim nadrzędnym celem pozostaje działanie na rzecz mieszkańców i rozwoju gminy.

Radni Rady Miejskiej Lwówek Śląski Marek Szramowiat”

Sesja rady miejskiej powinna być miejscem wymiany argumentów. Jednak gdy debata schodzi na poziom personalnych zarzutów, w cieniu pozostają kwestie najważniejsze – inwestycje, rozwój gminy i codzienne problemy mieszkańców.

Publiczne przypisywanie komukolwiek odpowiedzialności za decyzje innych osób wymaga szczególnej ostrożności i mocnych dowodów. Zwłaszcza gdy takie słowa padają podczas oficjalnych obrad samorządu. W przeciwnym razie łatwo przekroczyć granicę między oceną sytuacji a formułowaniem oskarżeń.

W całej sprawie uwagę zwraca jeszcze jeden wątek. Dyskusja o odejściu kolejnych pracowników urzędu pojawia się w Lwówku Śląskim coraz częściej. Niezależnie od przyczyn poszczególnych rezygnacji, to temat, który niepokoi mieszkańców. Ostatnie sesje pokazały, że konflikt w lwóweckim samorządzie nie jest już jedynie zwykłą różnicą zdań. Coraz częściej dotyczy wzajemnego zaufania i szacunku.

Ocenę sytuacji pozostawiamy Państwu.

17 KOMENTARZE

  1. Kobyłka chyba czytać ze zrozumieniem nie potrafi… w komentarzu pod postem na Facebook’u twierdzi, że Radny się obraża, ale to nie o to tu chodzi! Chodzi o jego kłamstwa, brak kompetencji i przede wszystkim brak zrozumienia. Manipuluje odpowiedziami, tak jak można było zauważyć na nagraniu z tej sesji. Albo nie rozumie co się do niego mówi, albo specjalnie unika odpowiedzi, albo po prostu jest głupi!

      • Dziękuję za twoją troskę, ale nie mam potrzebny wypowiadania się na Facebook’u:) Nie zgrywam żadnego bohatera, mam prawo mieć swoje zdanie i opinię, więc z tego skorzystam. Pozdrawiam serdecznie!

NAPISZ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj