Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie! cz. 2

2
693
przydrożny krzyż fot. Lwówecki.info

Koronawirus, to temat, który w ostatnich dniach pochłonął nas wszystkich niemal całkowicie. Nie dzieje się to bez powodu, bo wirus w ostatnich tygodniach rozprzestrzenił się po całym świecie i zbiera śmiertelne żniwo. Dramatyczna sytuacja jest w Europie. W Polsce rząd wprowadził stan stan epidemii. Nasza rzeczywistość zmieniła się diametralnie. To, co jeszcze kilka tygodni temu było nie do pomyślenia, dziś jest już normą. Zamknięte granice, szkoły, restauracje, czy zawieszona praca uzdrowisk. Ludzie na bieżąco śledzą nowe dane o liczbie zachorowań i osobach objętych kwarantanną.

Koronawirus to nie jedyna choroba, jaka na przestrzeni wieków mocno dała się we znaki ludzkości. Pan Eugeniusz Braniewski, regionalista i pasjonat historii z Lwówka Śląskiego dla naszych czytelników opracował kalendarium (wyciąg [z:] Eug. Braniewski, Leoriana…, Lwówek Śl., 2007), dzięki któremu możemy zobaczyć jak na przestrzeni wieków ludzie walczyli z zagrożeniem. W ubiegłym tygodniu publikowaliśmy pierwsza część, dziś dzielimy się z Wami kolejną.

***

1624 – W tymże roku do Lwówka ponownie dotarła zaraza, która swój początek miała tu 5. września, a do Nowego Roku zabrała stąd 200 osób. Lwóweccy kupcy wywozili tutejsze sukno do Polski; z jednym z nich przybył tu pewien syn balwierza, David Geißler, do domu, a chory położył się do łóżka i zmarł. W kilka dni potem zmarli wszyscy, którzy nim opiekowali się, i to zło nadal się rozwijało, zanim można było sobie wyobrazić niebezpieczeństwo epidemii. Łagodna zima sprzyjała rozprzestrzenianiu się zarazy; kiedy więc wiosną ludność zaczęła się chwytać nadziei, uprzątnięto łóżka i wyprano lnianą pościel, powróciła śmiertelność. Do tego pojawiła się drożyzna – korzec żyta kosztował tu 6 do 7 talarów. Zamożniejsi spośród ok. 800 mieszkańców rozdawali chleb wśród biedniejszych, zaraza poczyniła tu takie postępy, że do Wielkanocy pozostało tu nie więcej, niż 10 osób. Pozostali mieszkańcy opuścili swe miasto, i o ile po wioskach nie było już miejsca, to klecili szałasy lub stawiali namioty, zdarzało się dziennie grzebać 40 i 50 zwłok. Zauważyć dawał się duży związek tutejszej szkoły z pochówkami. Zatrudniano specjalnych tragarzy zwłok, którzy wynosili zmarłych z domów, ale musieli iść z nimi dalej, niż było to zwyczajowo. Za trumną podążać mogli jedynie mężczyźni, ponieważ zaobserwowano, że kobiety są bardziej podatne na zarażenie, niż tamci. Dwóch duchownych wraz z fryzjerem zakaźnym, jego czeladnikiem i grabarzami szczęśliwie przeżyło powstałe zagrożenie. Na naszym Rynku porosła długa trawa, zboże i len, a straty, jakie poniósł Lwówek i jego parafia w wyniku tej zarazy, szacuje się na 3.000 osób. [Sutorius I. 238/39.]; … od października zapanowała zaraza we Lwówku, Dzierżoniowie i wielu innych miejscowościach; w Nowogrodźcu zmarła większość mieszkańców.

1625 – W tym roku za 1 korzec pszenicy płacono – 8, żyta – 7, za jęczmienia – 5½, za owsa – 3 tal., a w związku z zarazą, jaka tu powstała, ceny te znacznie wzrosły. W Mirsku, Lubomierzu i Gryfowie Śl., których kupcy zbożowi tu się zaopatrywali, wystąpiły trudności w zaopatrzeniu w zboże.

1633 – W okolicach pojawiła się zaraza, która w Lubomierzu i jego sąsiedztwie zebrała pewne żniwo.

1642 – W okolicach szalała zaraza, podczas której w Lubomierzu np. codziennie umierało 6 osób, podobnie było i po wioskach.

1744 (XII.) – Zimą król obsadził granice Dolnego Śląska, a dnia 9 i 11 grudnia do Lwówka Śl. skierowany został pierwszy batalion z regimentu de la Motté (Fouqué) na zimowe leże. Żołnierze byli po części schorowani, przez co chorować poczęli i nasi mieszczanie. W lutym 1745 r. nie było tu dnia, aby jakieś zwłoki nie były grzebane, a pomiędzy grudniem 1744 i końcem maja 1745 zmarło tu, poza żołnierzami i sanitariuszami, ponad 100 osób, a wśród nich 47 naszych obywateli.

1758 (2.I.) – Pod dowództwem mjra Götza na zimowe leże skierował się tu drugi batalion z regimentu von Altwirthemberga. Mjr polecił zamknąć i opalisadować Bramę Bolesławiecką oraz Furtę. …Teraz co prawda byliśmy zabezpieczeni znowu bardziej od nieprzyjacielskich napadów, lecz w naszych murach szalała straszliwa bieda. Wielu chorych, których tu przyjmować musieliśmy zawsze, zawlekło gorączkę gnilną, którą przenieśli na naszych obywateli i sąsiednich wiosek – Rakowice Wielkie, Radłówka, Chmielno i Sobota. Już we wrześniu 1757 ta choroba tu się pojawiła, a nasi Prusacy zajęli 4 domy na lazarety, ta zaraza rozszerzała się coraz bardziej, tak że ja codziennie do 80 chorych w mieście odwiedzających widziałem. Nasze domy nie były jeszcze całkiem odbudowane po pożarach, spalone łóżka nie zastąpione (wymienione), a wszystko, co tu jeszcze pozostało, potrzebowali żołnierze. Wielu biednym chorym starczać musiała goła podłoga, lub komora bez okien, przy strasznym zimnie. Tak zasłużony dla Lwówka burmistrz Gödicke przedstawił mi pusty dom obywatelski, gdzie umieszczano biednych chorych zapewniając im w miarę wszystkie niezbędne środki na wyposażenie, utrzymanie i leczenie. Ta zaraźliwa choroba ustała całkowicie dopiero w maju 1758 i poza zmarłymi żołnierzami od 10 października 1757 do ostatniego czerwca 1758 nie utraciliśmy więcej niż 130 ludzi w mieście, pod czym tylko 26 mężczyzn i młodzieńców, 42 żon i wdów, a pozostałe były dziećmi.

1779 – “…pruska milicja (służby porządkowe, czy też jakiś ochotniczy Frei-Batalion?) z Czech zawlekła tu zarazę, na którą zmarło ponad 100 mieszkańców miasta”.

1790 (V.) – W związku z epidemią ospy w Europie, w naszych okolicach dochodziło do masowych zachorowań na tą chorobę, tu we Lwówku Śl. kroniki na ten temat milczą. Pewien lekarz z Górnych Łużyc (miejscowość i nazwisko nieczytelne) pisał do lwóweckiego fizyka miejskiego (tj. lekarza) dra Sutoriusa (naszego kronikarza): „Już od prawie 7 tygodni prawie nie mam możliwości położenia się na łóżko. Nieustannie podróżuję od wioski do wioski. Wszyscy leżą złożeni złośliwą ospą. Niepomny moich stosownych wysiłków mogę powiedzieć, że na 7 dzieci zarażonych ospą uratować daje mi się prawie 2, a wśród uratowanych bywali tacy, którym śmierć była by prawdziwym dobrodziejstwem. Ponad 500 dzieci zmarło przy mnie. Spośród uratowanych dotychczas 23 pozostało całkowicie ślepych, 19 utraciło zdolność mowy, 12 słuch pewnie na zawsze, 4 wykazywały upośledzenie umysłowe, u 3 musiałem polecić wycięcie niemal wszystkich kości u ramion i nóg, 15 posiadało twarze tak wyżarte, że widok ten wzbudzał jedynie politowanie.”

1919 (22.II.) – Na tych terenach nastąpiło nasilenie epidemii grypy, tzw. „hiszpanki”.

1936/1937 – W okresie zimy doszło do nasilenia się epidemii grypy we Lwówku Śląskim, sąsiednich miastach i ich okolicach (tzw. “hiszpanka”).

1963 (15.VII.) – Zanotowano tu pierwsze zachorowania na ospę. W województwie wrocławskim zanotowano 99 przypadków zachorowań, z czego 7 chorych zmarło; po raz pierwszy w życiu (11 l.) zobaczyłem sanitarny śmigłowiec, który na stadionie „Włókniarza” w Mirsku zabrał na pokład chorego z okolicy.

A w ostatnich latach zawisło nad nami zagrożenie m.in. epidemia ptasiej grypy (2003/6), epidemia SARS (2002/3), pandemia świńskiej grypy (2009/10), czy epidemia Eboli (2013/16).

Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas Panie!

2 KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here