Moja Pasja: Alicja Skrzydłowska – szycie stało się ostatnio moim ulubionym zajęciem

0

W ramach naszego krótkiego cyklu pn.: „Moja Pasja”, w każdy kolejny poniedziałek prezentujemy historie wyjątkowych osób, mieszkańców naszego regionu, naszych sąsiadów, znajomych, przyjaciół, którzy mają swoją małą pasję.

 

Joanna Troszczyńska – Giera: Dzisiaj o swojej pasji i zainteresowaniach opowie nam Pani Alicja Skrzydłowska.

Na co dzień jest Pani nauczycielem w szkole podstawowej. Uczenie dzieci to chyba nie tylko praca, ale także pasja? Czy kocha Pani swoją pracę?

Alicja Skrzydłowska: Dzień dobry, zanim zaczniemy, bardzo dziękuję za zaproszenie do wywiadu.

Tak, uczę języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 2. Obecnie przebywam na urlopie macierzyńskim, ale już niedługo wracam do pracy i szczerze mówiąc, brakuje mi już tego gwaru, pośpiechu, ale przede wszystkim brakuje mi dzieciaków. Zapytała Pani, czy uczenie to pasja? Oczywiście, nie wyobrażam sobie, aby pracę z dziećmi traktować na zasadzie „przyjść, nauczyć, wyjść”. Jest to zawód, który zmusza nas do odnalezienia w sobie pokładów empatii, cierpliwości, ale przede wszystkim zrozumienia dla młodego człowieka. Czy kocham swoją pracę? Trudno w tym przypadku mówić o miłości, ponieważ uważam, że jest ona zarezerwowana dla naszych najbliższych. Ja po prostu bardzo lubię swoją pracę i nie chciałabym pracować w innym zawodzie. Wiadomo, zdarzają się sytuacje, że jestem zmęczona i cicho pod nosem mówię, że mam dość, ale proszę mi wierzyć, wystarczy dobra kawa i chwila wytchnienia, a zapominam o smutkach i troskach. Jednak najbardziej lubię te momenty, kiedy uczniowie przychodzą ze mną porozmawiać, poradzić się albo po prostu opowiedzieć coś ciekawego. To jest właśnie sens mojej pracy.

JT-G: Jest Pani także matką dwóch wspaniałych córek, które z pewnością dają Pani dużo radości?

A. S.: Mam dwie wspaniałe córeczki, które są dla mnie całym światem. Marysia ma 11 lat, a Zosia skończyła właśnie rok. Nawet gdybym chciała użyć najwspanialszych słów świata i spróbować opisać moje uczucia do nich, nie byłabym w stanie tego zrobić. Tej miłości nie można nazwać, nie można nakreślić, ponieważ jest tak ogromna, tak prawdziwa, tak silna, że możemy przenosić góry. Zresztą, wszystko, co robię, robię z myślą o dziewczynkach.

JT-G: Oprócz uczenia dzieci w szkole i dbania o pociechy w domu, ma Pani także swoją małą pasję – krawcowa, czy raczej kreatorka mody? Jak by Pani ją nazwała?

A. S.: Myślę, że nie zasłużyłam sobie jeszcze ani na tytuł krawcowej, ani na tytuł kreatora mody, ale faktycznie, szycie stało się ostatnio moim ulubionym zajęciem. Mam również cichą nadzieję, że kiedyś będę mogła pochwalić się własną kolekcją.

JT-G: Od kiedy projektuje i szyje Pani ubranka?

A. S.: Trudne pytanie, ponieważ maszyna nigdy nie była mi obca. Czasami zdarza mi się również szydełkować, ale przyznam szczerze, że szycie stawiam na pierwszym miejscu. Pamiętam, że moją pierwszą kreacją był kostium Czerwonego Kapturka, który uszyłam Marysi na przedstawienie w przedszkolu. Podstaw nauczyła mnie mama, pożyczyła pierwszą maszynę i cierpliwie czekała, co z tego wyniknie. Na poważnie wszystko zaczęło się, kiedy na świecie pojawiła się moja młodsza córeczka – Zosia, czyli rok temu.

JT-G: Pamięta Pani początki? Ktoś nauczył? Czy jest Pani samoukiem?

A. S.: Tak jak wspomniałam, wszystko zaczęło się, kiedy na świecie pojawiła się Zosia. Miałam to szczęście, że była i jest nadzwyczaj spokojnym dzieckiem i mogłam powoli wdrażać się w technikę szycia ubranek dziecięcych. Czasami śmieję się, że usypiał ją odgłos pracującej maszyny.

Jestem typowym samoukiem, nie ukończyłam żadnej szkoły związanej z krawiectwem. Szkolę się we własnym zakresie, uczestniczę w kursach, które odbywam w internecie, jestem chłonna wiedzy i muszę przyznać, że szycie bardzo wciąga. Podoba mi się to, że z kawałka materiału można wyczarować cuda i jednocześnie sprawić komuś przyjemność. Kiedy zaczynałam przygodę z szyciem, nie spodziewałam się, że stanie się to jedną z moich pasji i że komuś się to spodoba. Dziękuję moim koleżankom, które zaufały mi i pozwoliły, abym szyła kreacje ich dzieciom. Przede wszystkim dziękuję mojemu mężowi, który uwierzył we mnie i wspiera mnie w każdym momencie. Czasami przydaje się krytyczne spojrzenie, mogę wtedy poprawić i dopracować projekt.

JT-G: Skąd czerpie Pani pomysły? Czy są to własne inspiracje, czy poszukuje Pani np. w internecie?

A. S.: Nie ukrywam, że korzystam z internetu, ponieważ interesują mnie nowości, jestem ciekawa, w jaki sposób powstaje dana rzecz, podpytuję bardziej doświadczone koleżanki. Obserwuję w telewizji czy na ulicy zmiany, które zachodzą w modzie. To bardzo inspiruje. Często pomysł pojawia się nagle, nawet nad ranem. Będzie tak męczył moja głowę, tak wiercił mi przysłowiową dziurę w brzuchu, że w końcu muszę go zrealizować. Zdarza się również, że dzwonią do mnie znajomi i pytają, czy nie uszyłabym czegoś konkretnego dla ich pociech. I to jest najpiękniejsze.

JT-G: Czym charakteryzują się Pani projekty? Na co przy tworzeniu zwraca Pani największą uwagę?

A. S.: Najważniejszą cechą szytych przeze mnie ubranek jest to, że stworzone są z atestowanych materiałów, które są przyjazne i bezpieczne dla dzieci. Nie cierpię chińszczyzny, drażni mnie, kiedy biorę do ręki dziecięce ubranko i czuję, że z naturalnością nie ma nic wspólnego. Wiadomo, nie jestem w stanie całkowicie wyeliminować z szafy dziewczynek nieprzyjaznych materiałów, ale jeżeli tylko mogę ograniczyć ich posiadanie, robię to z czystą przyjemnością. Szyję głównie z materiału zwanego dresówką, kupuję go tylko od sprawdzonych i polskich producentów. Każda rzecz stworzona jest od początku do końca przeze mnie i nigdy nie pojawi się w ilości hurtowej. Szyję na wymiar i pod małego człowieczka. Ubranka wykonuję najdokładniej jak potrafię, staram się dopracować każdy szczegół, bo przecież dzieci to najbardziej wymagająca grupa.

JT-G: Co w Pani pasji jest największym wyzwaniem, co sprawia Pani największą trudność?

A. S.: Jak już wspomniałam, jestem samoukiem, dlatego każdy projekt jest dla mnie wyzwaniem. Nie zaliczam tego do trudności, ale traktuję to raczej jak nowość, której muszę się nauczyć. Na szczęście istnieje fachowa literatura i mogę podpatrzeć techniki szycia, ale najważniejsze, że mam w domu dziewczynki, które są moimi małymi modelkami i jednocześnie testerkami. Nikt nie mówi mi, jak mam wykonać daną rzecz, ja po prostu siadam, obmyślam i szyję, a później nanoszę poprawki. To cudowne uczucie, kiedy wiem, że do wszystkiego doszłam sama, że mi się udało.

JT-G: Czy na realizację tej pasji ma Pani jakieś wyznaczone godziny w harmonogramie dnia, tygodnia, czy jest to raczej przypadek kierowany natchnieniem?

A. S.: Zacznę od tego, że przede wszystkim jestem mamą, żoną i to są moje codzienne zajęcia. Najczęściej szyję, kiedy już wszyscy śpią. Wtedy jest mój czas. Zdarzają się sytuacje, że szyję, a moja młodsza córa siedzi obok mnie i bawi się drugą maszyną, albo „segreguje” materiały.

JT-G: Ma Pani na koncie wiele wspaniałych rzeczy, które Pani wymyśliła, zaprojektowała i uszyła, które z nich najbardziej utkwiły w pamięci i dlaczego?

A. S.: Dziękuję za tak miłe słowa. Najbardziej cieszę się, kiedy swoim szyciem mogę sprawić komuś radość. Trudno powiedzieć, który projekt był najważniejszy, ponieważ każdy jest częścią mnie. Chętnie uczestniczę w akcjach charytatywnych i jeżeli mogę pomóc, to po prostu pomagam. Ostatnio dużo radości i satysfakcji przyniosło mi szycie dresiku na aukcję WOŚP. Szczerze przyznam, że szyłam go mając duszę na ramieniu. Bałam się, czy spełni on oczekiwania zwycięzcy aukcji. Dzisiaj już wiem, że niepotrzebnie się martwiłam, ponieważ otrzymałam wiadomość, w której padają tylko miłe słowa.

JT-G: Swoimi pomysłami i dziełami dzieli się Pani z innymi na blogu, grupie na Facebooku. Jak Panią tam znaleźć?

A. S.: Media społecznościowe dają nam możliwość dzielenia się z innymi swoimi pracami, ale przede wszystkim łączą ludzi o podobnych zainteresowaniach. Na Facebooku założyłam grupę Zofijkowo i właśnie tam prezentuję owoce mojej pracy. Zapraszam wszystkich chętnych do dołączenia do mojej grupy. Chciałabym wypłynąć ze swoją pasją na szersze wody. Już dzisiaj mogę zdradzić, że intensywnie nad tym pracuję.

JT-G: Co daje Pani szycie?

A. S.: Dzięki szyciu poznałam wiele wspaniałych osób, które podzielają moje zainteresowania. Na Facebooku zobaczyłam kiedyś post dziewczyn z Jeleniej Góry dotyczący szycia rzeczy dla jeleniogórskiego szpitala. Bez zastanowienia napisałam, że pomogę. Dopiero później zaczęłam zastanawiać się, czy podołam temu zadaniu, czy sprostam oczekiwaniom najmłodszych pacjentów. Miałam przecież w domu małe dziecko (Zosia miała wtedy 4 miesiące), a takie zadanie wiązało się z wyjazdami i poświęconym czasem. Udało się to tylko dzięki wsparciu męża i mojej mamy, którzy przejęli część moich domowych obowiązków. Okazało się, że dziewczyny nie tylko serdecznie przyjęły mnie do swojej grupy, ale również pokazały dużo krawieckich trików i włączyły w inne projekty. Dzisiaj jesteśmy jedną drużyną.

Cieszę się, że tym, co robię, mogę dzielić się z innymi. Pasja otworzyła przede mną nowe drzwi i teraz już wiem, że także spełnia moje marzenia.

JT-G: Dziękuję za rozmowę. Życzę spełnienia marzeń, upragnionego wypłynięcia na szersze wody i liczę, iż jako pierwsi będziemy mogli zaprezentować Pani kolekcje modową dla najmłodszych.