Zwyrodnialec znęcał się nad szczeniakami, jednego zabił. Trafił do aresztu

7
906

Mężczyzna, który wielokrotnie kopał i rzucał dwoma szczeniakami o chodnik, powodując śmierć jednego z nich, trafił do aresztu.

 

O wydarzeniu pisaliśmy tutaj. Wczoraj złotoryjska policja potwierdziła, iż zatrzymała podejrzanego:

Policjanci ze Złotoryi ustalili i zatrzymali mężczyznę, który kilkukrotnie kopał i rzucał dwoma szczeniakami o chodnik. Jeden z nich w wyniku odniesionych obrażeń nie przeżył. Wobec sprawcy, sąd na wniosek prokuratora zastosował tymczasowy areszt. Za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem i zabicie jednego z nich grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.

O bestialskim czynie 43-latka złotoryjscy policjanci zostali poinformowani przez świadków tego zdarzenia. Według ich relacji, na jednej z ulic w centrum miasta, mężczyzna kilkukrotnie kopał dwa małe pieski a następnie rzucał nimi o chodnik. Przestał dopiero wtedy, kiedy zwrócono mu uwagę ale wtedy oddalił się z miejsca. Szczeniakami do czasu przyjazdu policjantów i lekarza weterynarii zaopiekowali się świadkowie. Niestety okazało się, że jedno szczenię w wyniku odniesionych obrażeń nie przeżyło, z kolei drugim zaopiekował się weterynarz.

Policjanci na podstawie zeznań świadków i zebranego materiału dowodowego ustalili a następnie zatrzymali mężczyznę, który był odpowiedzialny za ten bestialski czyn. 43-letni złotoryjanin przyznał się do winy a wobec niego sąd na wniosek prokuratora zastosował tymczasowy areszt.  – wyjaśnia st. sierż. Dominika Kwakszys, KPP w Złotoryi

 

Za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem i zabicie jednego z nich grozi mu kara do 5 lat więzienia.

7 KOMENTARZE

  1. Dobrze, że złapali tego psychola. A ciekawe, czy złapali tego zwyrodnialca, który w Pławnej strzelał z wiatrówki do czworonogów? Ktoś mówił, że złapali, a ktoś że nie trzeba, bo wkrótce i tak pójdzie do lasu ze sznurem. Może ktoś z rodzinki planuje go “sypnąć”?

NAPISZ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here