Moja Pasja: Zbigniew Boczar

0

W ramach naszego krótkiego cyklu pn.: „Moja Pasja”, w każdy kolejny poniedziałek prezentujemy historie wyjątkowych osób, mieszkańców naszego regionu, naszych sąsiadów, znajomych, przyjaciół, którzy mają swoją małą pasję.

 

Joanna Troszczyńska – Giera: Dzisiaj o swojej pasji i zainteresowaniach opowie nam zawodowy żołnierz. Pan Zbigniew Boczar.

Dzień dobry. Jest Pan mieszkańcem Lwówka Śląskiego. Swoje życie zawodowe poświęca Pan służbie ojczyźnie. Proszę powiedzieć gdzie Pan służy, w jakim stopniu co należy do Pana codziennych zadań?

Zbigniew Boczar: Od urodzenia mieszkam w Lwówku Śląskim. Moja przygoda z wojskiem rozpoczęła się w 2005 roku, kiedy wstąpiłem do Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Toruniu. Od 2006 roku jestem żołnierzem Jednostki Wojskowej w Bolesławcu. Obecnie jestem dowódcą drużyny topograficznej w stopniu plutonowego. Na co dzień zajmuję się szkoleniem podległych żołnierzy, a z racji, że jest to drużyna topograficzna dużo pracy opiera się na wykorzystaniu map oraz specjalistycznego sprzętu służącego do wykonywania pomiarów.

 

JT-G: Wojsko wymaga znakomitej kondycji fizycznej i psychicznej, opanowania oraz woli walki często z własnymi słabościami. Czy dla Pana wojsko to praca, czy służba, wyzwanie?

Z. B.: Nie jest tajemnicą, że jako żołnierz powinienem wyróżniać się znakomita sprawnością fizyczna oraz posiadać sylwetkę adekwatna do wykonywanego zajęcia. Uważam, że idealnie spełniam wszelkie warunki fizyczne i śmiało mogę powiedzieć, że jest to sylwetka, jaką powinien posiadać każdy noszący mundur bez względu na rodzaj formacji, w jakiej służy. Na początku kariery zawodowej wojsko było dla mnie formą przygody, która przerodziła się w służbę. Obecnie, od kiedy zostałem ojcem moje podejście trochę się zmieniło, ponieważ pojawiły się nowe priorytety. Hmmm… myślę, że teraz wojsko jest dla mnie bardziej pracą, ponieważ dzięki temu mogę zapewnić byt swojej rodzinie, choć nie jest to praca a służba Ojczyźnie.

 

JT-G: Po powrocie do domu czeka na Pana żona oraz dwóch wspaniałych synów, ale czeka także Pana pasja, proszę powiedzieć, co Pana tak wciągnęło?

Z. B.: Rodzina jest dla mnie na pierwszym miejscu i najważniejszą częścią życia, ale pasja jest moim stylem życia. Co mnie wciągnęło? Myślę, że duży wpływ na moje decyzje miały problemy z ciążą oraz przedwczesne jej rozwiązanie i walka chłopców o to by przetrwać. Po narodzinach synów obiecałem sobie, że do końca roku, w którym się urodzili zdobędę złoto w wyciskaniu sztangi leżąc i tak się stało.

JT-G: Od jak dawna Pan trenuje i jak to się zaczęło, kto Pana do tego namówił, kto wciągnął?

Z. B.: Swoją przygodę z „żelastwem” rozpocząłem w wieku 15 lat. Kto mnie namówił? Nikt, po prostu stwierdziłem, że chce lepiej wyglądać, a takie treningi pomogą mi w przyszłości w staraniach się do wstąpienia do wojska. Jednak okres mojej przygody z siłownią do momentu narodzin był tylko zabiciem wolnego czasu w tygodniu. Moja przygoda z wyciskaniem sztangi leżąc tak naprawdę zrodziła się po narodzinach Fabiana i Brajana. Od tamtego czasu jest to nie tylko moja pasja, a styl życia, a od kiedy chłopcy ukończyli pierwszy rok życia są niemal na każdych zawodach i razem z mama kibicują.

 

JT-G: Jak często Pan trenuje po ile godzin w tygodniu?

Z. B.: Częstotliwość moich treningów jest uzależniona od etapu, w jakim w danym okresie się znajduje oraz czasu, jaki mi zostaje po pracy do mojej dyspozycji. Jednakże moje treningi zajmują zazwyczaj około 2 godzin i przeważnie są 4 treningi tygodniowo.

 

JT-G: Ten ciężki trening przekłada się na sukcesy. Jak wiemy ma Pan na koncie wiele występów w różnych zawodach i większość z nich zakończonych na podium. Które ze zwycięstw, które z medali cieszą Pana najbardziej?

Z. B.: Mimo, że nie było to pierwsze miejsce, ale trzecie to najbardziej mnie cieszy zdobycie brązowego medalu podczas International Bench Press League w Łodzi w 2017 roku. Jeśli chodzi o zwycięstwa to najbardziej zadowolony jestem z wygrania Mistrzostw Polski Służb Mundurowych w kategorii wagowej do 90 kg w 2018 roku we Wrocławiu. Byłem do tych zawodów bardzo dobrze przygotowany, a dodatkowo byłem najlżejszym zawodnikiem w kategorii i nie miałem wcale łatwo, mimo, że byłem liderem w swojej kategorii wagowej.

JT-G: Czy oprócz sztangi uprawia Pan jakiś inny sport i czy nie myślał Pan o zmianie dziedziny?

Z. B.: Obecnie oprócz wyciskania sztangi zacząłem skłaniać się w kierunku pierwszych marzeń z wizyty na siłowni, czyli kulturystyki. Obecnie brak czasu nie pozwala mi na uprawianie innych dyscyplin, choć w przeszłości miałem krótki epizod z bieganiem i udziałem w biegach na 10 km to, mimo, że nie miałem z tym trudności to uważam, że to nie jest sport dla prawdziwej głowy rodziny, ponieważ ojciec i mąż ma być w stanie bronić swoich najbliższych a nie być dobrym w uciekaniu. Jako żołnierzowi nie przystaje uciekać a wręcz przeciwnie stawiać czoła napotkanym trudnością.

JT-G: Czasami słyszymy, że sporty walki, sporty siłowe wydobywają z człowieka agresję i ten, na co dzień staje się pobudzony, czy to prawda, czy raczej jest odwrotnie?

Z. B.: Jest to jakiś stereotyp, który nie wiem skąd się wziął. Uważam, ze takie sporty uczą pokory i pozwalają nam lepiej panować nad swoimi emocjami. Prawda jest taka, ze osoby, które znają swoją wartość nie muszą nikomu nic udowadniać. Jeżeli używają siły to jest już to ostateczność i wykorzystują ją do obrony siebie oraz słabszych.

 

JT-G: A jak w tym sporcie wygląda sprawa diet, dopingów, sterydów, etc.? Czy jest to warunek konieczny do osiągania sukcesów?

Z. B.: Każdy sport wymaga poświęceń i wielu wyrzeczeń. Dieta i odpowiednia regeneracja to podstawa. Większość myśli, że to trening jest najtrudniejszy, ale tak naprawdę jest to najprzyjemniejsza cześć przygotowań. Utrzymywanie odpowiedniej diety jest najtrudniejszym etapem w przygotowaniach. Doping??? Co bym nie powiedział to i tak każdy sobie powie, co chce. Powiem tylko tyle, że bardzo dużo osób sięga po rożnego rodzaju wspomagacze i nic sobą nie reprezentują, a stosują ilości większe niż zawodowcy. Nie sztuka jest brać, sztuka jest być w dobrej formie cały czas, a nie tylko na wakacje. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, ze sporty siłowo-sylwetkowe są dużo dalej na liście sportów, w których używany jest doping niż np. bieganie, kolarstwo, football amerykański czy piłka nożna.

 

JT-G: Co dają takie treningi, co daje podnoszenie sztangi?

Z. B.: Dzięki takim treningom możemy, chociaż na chwile zapomnieć o problemach życia codziennego. Możemy wyładować się z agresji i stresu na sztandze i być bardziej opanowanymi, na co dzień. Takie treningi pozwalają nam na wzmocnienie naszego ciała, szybszego wyjścia z kontuzji i powrotu do pełni sił po odniesionych urazach. Znam bardzo wiele osób, które sporo po 50-ce zaczęły swoją przygodę z siłownią i cieszą się dobrą kondycją. Trening siłowy pozwala nam dłużej zachować zdrowy i młody wygląd, wzmocnić układ odpornościowy, przez co rzadziej chorujemy. Dla mnie największym atutem takich treningów jest duży wpływ na nasze zdrowie psychiczne, ponieważ dzięki temu jesteśmy bardziej opanowani, szybciej i sprawniej podejmujemy decyzje. Wygląd, jaki osiągniemy dzięki konsekwencji w dążeniu do wyznaczonego celu jest czymś, czego nie można kupić i tym czymś, dzięki czemu możemy wyróżnić się z tłumu.

JT-G: Z pewnością należy Pan do grona tych najbardziej utytułowanych sportowców z Lwówka Śląskiego. Czy Pana występy, Pana sukcesy można uznać za promocję miasta?

Z. B.: Uważam, że w obecnym czasie jestem najbardziej utytułowanym mieszkańcem Lwówka Śląskiego wśród sportowców i pod względem nie zamierzam spocząć na laurach, a wręcz przeciwnie zdobyć kilka medali w innych dyscyplinach sportu. Czy moje występy można uznać za promocje miasta? Oczywiście, że tak, ponieważ startuje w różnych miastach w Polsce jak również miałem okazje startować za granicą. Mamy wspaniałe miasto o bardzo bogatej historii, ale mało znane, wszędzie gdzie startuje to zawsze podają, że jestem z Lwówka Śląskiego i myślę, że dzięki temu wiele osób dowiedziało się o istnieniu takiego miasta.

 

JT-G: Czy nie ma Pan żalu do władz, że nie wykorzystują Pana sukcesów do promocji i że nie wspierają Pana w startach?

Z. B.: Zabawne pytanie!!! W tym mieście niestety jest totalny brak zainteresowania promowaniem miasta, już nie wspominając o sportowcach. Jeden z radnych, kandydujący w ubiegłych wyborach na burmistrza wykazał zainteresowanie, ale niestety przy obecnych rządach nic to nie dało. Wiem, że są środki w gminach, starostwach na stypendia dla sportowców, którzy nie są już uczniami a maja osiągnięcia w sporcie i promowaniu regionu, ale w naszym mieście nikt nie jest zainteresowany taką pomocą. Lokalni przedsiębiorcy też nie są zainteresowani, bo nie widzą z tego korzyści. Mimo to nie narzekam, jest grono osób, które mnie wspiera i pomaga. Z racji tego, że nie chce nikogo urazić i dziękować oficjalnie żeby nie zostało to uznane za reklamę i wycięte z mojej wypowiedzi nie będę podawał danych osób, które mnie wspierają.

 

JT-G: Jakie ma Pan plany na najbliższe miesiące? Gdzie, w jakich zawodach zamierza Pan wystartować?

Z. B.: Najbliższe miesiące to start 25 maja we Wrocławiu w I Mistrzostwach Świata Służb Mundurowych. To dwa terminy zawodów w wyciskaniu sztangi leżąc, w których wezmę udział jak zdrowie i fundusze pozwolą. Następnie zamierzam w dniach 12-14 lipca zadebiutować w Kulturystyce Klasycznej w Sopocie, gdzie najważniejsze będzie zdobycie doświadczenia pod kolejne starty, ponieważ należę do grona osób, które stale podnoszą sobie poprzeczkę i wyznaczają, co raz to trudniejsze cele do osiągnięcia. Najważniejsze dla mnie jest to, aby dać dobry przykład dzieciom i pokazać im, że wszystko jest możliwe pod warunkiem, że będziemy konsekwentnie dążyć do wyznaczonego celu.

 

JT-G: Piłkarzom życzymy połamania nóg, a sztangistom?

Z. B.: Najczęściej życzymy połamania sztangi.

 

JT-G: Życzę Panu wielu sukcesów tak w podnoszeniu sztagi jak i w kulturystyce. Wierzę, że determinacja i waleczność doprowadzi Pan do upragnionych zwycięstw. Mam również cichą nadzieję, że uda się zarazić w pozytywnym tego słowa znaczeniu młodych ludzi tymi dyscyplinami, bo jak wiemy w naszym regionie nie brakuje miejsc do treningu i dobrych trenerów.

Dziękuję za poświęcony czas i trzymam kciuki za podium podczas sobotnich mistrzostw.