Moja Pasja: Antoni „Angelo” Białek

0
992

W ramach naszego krótkiego cyklu pn.: „Moja Pasja”, prezentujemy historie wyjątkowych osób, mieszkańców naszego regionu, naszych sąsiadów, znajomych, przyjaciół, którzy mają swoją małą pasję.

 

Joanna Troszczyńska – Giera: Dzisiaj moim gościem jest Antoni „Angelo” Białek, który od lat pasjonuje się muzyką. Nie tylko słucha, ale także tworzy. Dzień dobry, Jesteś mieszkańcem Płóczek Dolnych koło Lwówka Śląskiego. Czym na co dzień się zajmujesz?

Antoni Białek: Obecnie jestem studentem biologii medycznej drugiego roku na Uniwersytecie Zielonogórskim. Biologia to moja druga pasja po muzyce.

JT-G: Od kiedy interesujesz się muzyką? Czego najczęściej sam słuchasz? Jaki jest Twój ulubiony wykonawca?

A.B.: Muzyka była dla mnie sferą, w której mogłem zapomnieć o niektórych moich problemach. Od najmłodszych lat latałem z telefonem z włączoną muzyką. Potem już ze słuchawkami. Tak do 15-stego roku życia muzyka była taką moją odskocznią od rzeczywistość. Ogólnie byłem mega zakompleksionym chłopakiem.

W szkole byłem wśród dzieciaków, rówieśników tym kolegą „gorszego sortu”, z którym raczej nie chciano się bawić, bo nie miał modnych czy fajnych ciuchów, czy słodyczy. W gimnazjum (w Bolesławcu) w sumie było jeszcze gorzej, bo niestety, ale chodziłem do szkoły gdzie były dzieci z rekrutacji i to nie byle, jakiej. Można powiedzieć, że były to po prostu „lepsze dzieciaki”, których rodzice byli menadżerami, szefami, pracowali, jako ważni urzędnicy. Ja się tam jakoś dostałem, ale byłem tam też, jako ten „gorszy”, ten bez drogiego telefonu ten, który nie gra w CS:GO itd. Więc w gimnazjum też uciekałem do muzyki.

Jako 11- latek zetknąłem się pierwszy raz z muzyką RAP. Była to składanka kilku chrześcijańskich raperów na jednej płycie. Pamiętam, że bardzo długo słuchałem tej płyty, ale jakoś po pół roku całkowicie zrezygnowałem z tej muzyki i do teraz raczej do niej nie wracam.

W późniejszym okresie słuchałem bardzo dużo muzyki elektronicznej, techno, podgatunki house. Odnajdywałem w niej przestrzeń do chaotycznych, ale moich rozmyślań o tym, co by było jakbym był lepszy i silniejszy. Może dziwne, ale to motywowało mnie do życia.

Ale do sedna! W wieku 15-16 lat wykreowałem definicje swoich faworytów muzycznych, których słucham do dzisiaj. Są to światowej sławy: norweski DJ Alan Walker oraz amerykański raper NF. Alan zachwycił mnie swoją muzyką tym ile w niej było emocji. Mogłem przy niej pozbywać się smutków jak i podbudowywać samego siebie. Natomiast NF zaszczepił we mnie miłość do rapu. Sam miał przerąbane życie pełne smutku i trudności i mimo to nie poddał się i teraz jest jednym z topowych raperów w Ameryce i na świecie.

To muzyka NF-a pokazała mi, że nie można się poddawać i że czasami trzeba krzyczeć, płakać, pluć, ale mimo wszystko trzeba nawet w mroku odnaleźć siłę i nadzieję.

Jeśli chodzi o wykonawców w Polsce to do rapu polskiego wróciłem też około 15- 16 roku życia. Wtedy poznałem zespół hip- hopowy Muode Koty. Chłopaki grali chrześcijański rap z bardzo dobrym pozytywnym przekazem oraz co bardzo ważne uniwersalnym jak na tamte czasy. Oni byli moimi idolami, w sumie do czasu, kiedy sam zacząłem tworzyć. Potem ta relacja fan artysta zaczęła się zamieniać w relację artysta – artysta a teraz jesteśmy z Muodymi Kotami dobrymi kolegami.

Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że przez pół roku byłem menadżerem dla Muodych Kotów i promowałem ich utwory. Obecnie zespoły, artyści, których słucham, na co dzień są to – z zagranicznych wykonawców: NF, Alan Walker, Travis Scott i z polskich: TAU, OIO, Muode Koty i jakieś nowości rapowe mainstreamu.

JT-G: Jakie były Twoje początki jako artysty, muzyka?

A.B.: Pamiętam, że swoje pierwsze teksty rapowe pisałem jak miałem około 15 lat. Był to bardzo ciężki okres w moim życiu nastolatka i często płakałem jak pisałem te teksty.

Swój pierwszy kawałek rapowy nagrałem z moimi znajomymi. Było to na koniec pierwszej klasy liceum, czyli miałem wtedy ukończone świeżo 17 lat. Pamiętam, że nie miałem pieniędzy na kupno mikrofonu, dlatego pierwsze wokale nagrywałem na jakiś dyktafonach w telefonie. Było to bardzo męczące, ale miałem z tego mega frajdę.

Wydaję mi się, że około 18 roku życia kupiłem swój pierwszy mikrofon, który mam do teraz. Początki bycia muzykiem bardzo wzniośle to brzmi. Byłem dzieciakiem, który chciał tylko przelać emocje i smutek na papier i może kiedyś wejść na dużą scenę. I chcąc nie chcąc miałem taką łaskę, że po nagraniu pierwszej, drugiej nuty udało mi się wejść na kilka wydarzeń.

Koncertowałem na lokalnych imprezach, na wydarzeniach szkolnych. Jednych to śmieszyło inni mi kibicowali. Ja miałem z tego bardzo dużo frajdy i mało mnie obchodziło, co myślą inni.
Takie były moje początki, jeśli chodzi o muzykę.

JT-G: Gatunek, który preferujesz to?

A.B.: Preferuję rap i house oraz umiejętnie mieszane gatunki rap- pop, rap- rock, rap- reggae.

JT-G: O czym śpiewasz, co chcesz przekazać w swoich tekstach i skąd czerpiesz inspirację?

A.B.: Szczerze, to teksty pisze mi życie. Przelewam na papier to, co czuję, to, czego się boję, to, co kocham, to, co mnie smuci.

Moje teksty to odbicie duszy i umysłu, które często toczą ze sobą walkę, ale które razem kontemplują i idą razem przez życie. Każdy ma jakiś swój sposób wylewania poza przestrzeń siebie emocji, które są efektem wpływu na nas świata zewnętrznego. Tylko jest jedna różnica. Ja przelewam te emocje na papier, inna osoba przelewa to w kroplach potu na siłowni, jeszcze inna czyta 10 książek dziennie, inni słuchają wszędzie i cały czas różnej muzyki…

Moje teksty są po prostu o życiu, o tym, jakie ono jest o tym, co jest w nim dla mnie ważne o tym, co mnie w nim boli o tym, że jestem młody i dalej szukam siebie w tym życiu.

JT-G: W Twoich utworach często pojawiają się tematy religijne, skąd taka potrzeba?

A.B.: Skąd taka potrzeba? Myślę, że jest to potrzeba każdego człowieka. Nie ma ludzi niewierzących. Jeśli nie wierzysz w Boga to pewnie wierzysz w siebie lub w to, że dostaniesz premię w pracy. Ludzie z natury są wierzący.

Bez znaczenia czy jesteś chrześcijaninem czy muzułmaninem, czy żydem albo wierzysz w siebie w swoje siły i szczęście. To wszystko składa się na esencję wiary, zaufania i w niektórych przypadkach miłości.

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w swoim życiu doznałem kilku sytuacji, którym mogę nadać miano takich osobistych małych cudów, zbiegów okoliczności mówiąc po świecku, które wywróciły moje życie o 180 stopni i gdyby nie takie sytuacje to moje życie wyglądałoby o wiele inaczej. Jestem człowiekiem wierzącym praktykującym i uważam, że poruszanie tematów nie koniecznie religijnych, ale nazywanie ich religijnymi jest bardzo nieodpowiednie i w pewnym stopniu błędne. Termin „religijne” kojarzy się od razu z organizacją, z czymś formalnym, co zazwyczaj od razu zniechęca ludzi do rozmowy czy np. zapoznania się z czymś.

Rzeczy religijne to rozmawianie lub pisanie o doktrynach, liturgii danego kościoła czy religii. Ja mówię o mojej realnej relacji z Bogiem, która jest czasem taka, że gadam z nim tak jak ziomek, który wcześniej wypił piwo na hejnał. A czasami ze sobą nie gadamy, bo mam kryzys albo gadam, ale nie ma odpowiedzi. Nie nawijam o 10-ciu przykazaniach, nie rapuję pieśni kościelnych. Jak masz relację z Bogiem to jest to cześć twojego życia. Nie jakiś aspekt poboczny, to nie jest pójście do kościoła na pokaz. Mnie osobiście mega wkurza postawa ludzi, którzy chodzą na pokaz a w życiu są nieuczciwi, chamscy, itd. Są po prostu złymi ludźmi, ale w niedzielę do kościoła trzeba pójść.

Nie chcę nikogo osądzać, bo sam jestem grzeszny i nie mam często czystego sumienia, ale jest różnica między wiarą z wyboru i na poważnie a wiarą na pokaz.

Podsumowując wiara i relacja z Bogiem jest dla mnie bardzo ważna i chcąc, nie chcąc też ten aspekt mojego życia pojawia się w moim utworach.

Poza tym, jeśli ktoś śledzi moją twórczość to wie, że nie tworzę tylko muzyki o Bogu, nie klasyfikuję się też, jako raper chrześcijański, jestem zwykłym twórcą. Wielu artystów nawijało o Bogu i ich utwory robiły i robią miliony wyświetleń, więc myślę, że jest to coś normalnego. Ja mówię tylko o tym, czego doświadczyłem i o tym, w co wierzę. Nikomu tego nie narzucam i niech tak zostanie.

JT-G: Śpiewasz, grasz, ale także realizujesz teledyski. Gdzie i jak można Ciebie posłuchać, obejrzeć?

A.B.: Moją twórczość jak i moich podopiecznych możecie posłuchać na YT na kanale Anioł Records.

JT-G: Ostatnio wraz z przyjaciółmi z Legnicy zrobiłeś znakomity numer pod tytułem „Życie poza aparatem”. Czy to pierwszy utwór, realizowany z innymi wykonawcami, czy zdarzało Ci się wcześniej z kimś współpracować?

A.B.: W swojej karierze pracowałem z kilkoma artystami chociażby z Patrykiem Gielem z Wrocławia. Z nim nagrałem pierwszy numer z jego gościnną zwrotką, czyli utwór “Trip”, który do dzisiaj wymiata na koncertach.

Poza tym miałem wspólne utwory z taki artystami jak Puls czy teraz Alan Jurkiewicz. Te utwory pojawiły się na moim kanale. Natomiast takich luźnych dogrywek było … no myślę, że nawet z 5- 6, że dogrywałem komuś zwrotkę do nutki.

Jako ciekawostkę mogę podać, że w dniach 20-21 sierpnia pojechałem do Krosna do mojego kolegi (około 600 km trasy pociągiem i busem) żeby nagrać wspólny numer. Utwór wyszedł nawet spoko biorąc pod uwagę fakt, że kolega jest niepełnosprawny i ledwo może mówić.

JT-G: „Życie poza aparatem” to zupełnie inny styl niż ten, który dotychczas prezentowałeś. Powiedz proszę, skąd ta zmiana i czy to jednorazowy projekt, czy myślisz o kolejnych takich numerach?

A.B.: Szczerze powiem, że nie jest to wielka odskocznia od mojego stylu. Od początku moje utwory były bardzo łagodne. To rapowanie nie było nigdy bardzo agresywne a jak było, to szczerze mówiąc takie utwory wychodziły nie najlepiej. Oczywiście ja preferuję rapowanie i to raczej bardziej agresywne. Dążę do tego żeby mieć na tyle umiejętności żeby móc szybko i agresywnie rapować, aczkolwiek do tej pory cechowało mnie raczej spokojne nawijanie, więc nie wiem czy jest to inny styl.

Myślę, że jest to tylko na tyle nowość, że jest to połączenie tego spokojnego rapu ze śpiewem, ale tak z perspektywy rapowania jest to mój styl.

JT-G: Jakie masz plany na przyszłość, kolejne utwory, nagrania, może koncerty?

Antoni Białek: W te wakacje zagrałem już 3 koncerty. Wypuściłem debiutancki utwór. Byłem na drugim końcu Polski nagrać kolejną nutę … Bardzo dużo się działo. A we wrześniu mam kolejne dwa koncerty.

Wiele osób pyta się mnie o wydanie płyty. Muszę przyznać, że wydawanie pojedynczych singli takich luźnych numerów na kanał nie jest dla mnie wyzwaniem. Jest to codzienność. Nowe utwory na pewno będą się pojawiały. Głównym marzeniem i planem jest wydanie płyty z moją muzyką lub jako Anioł Records razem z chłopakami z kanału.

Niestety to kosztuje. W pospolitej firmie wytłoczenie 100 – 200 płyt z 10-cioma piosenkami, załatwienie opakowań itd. to koszt od około 3 do 10 tysięcy złotych. Jest to duży wydatek. Jeśli chcesz mieć minimalnie lepszą, jakość niż opakowania na płyty z lat dwutysięcznych.

Na pewno chciałbym kiedyś zagrać koncert na 1.000 osób. To też jest moje marzenie. Co do najnowszych numerów na pewno będę chciał żeby były one jak najlepszej, jakości, żeby miały teledyski oraz żeby ludzie ich po prostu słuchali dla przyjemności.

Planuję wypuścić około 5-ciu takich naprawdę doszlifowanych na 100% utworów koncertowych w najbliższym roku. Mam nadzieję, że moje założenia zamienią się w czyn.

Joanna Troszczyńska- Giera: Bardzo dziękuję za rozmowę. Muszę przyznać, że Twoje słowa bardzo mnie poruszyły i to, co powiedziałeś na długo pozostanie mi w pamięci. Życzę Ci spełniania marzeń, wypłynięcia na szersze wody, a jednocześnie żebyś zawsze był sobą. Z niecierpliwością czekam także na kolejne utwory.