Ten sum miał blisko dwa metry długości i ważył około 50 kg. Był jednym z wielu, jakie żyły w Jeziorze Pilchowickim. Dopiero teraz służby alarmują o zagrożeniu.
Katastrofa ekologiczna, której długo nikt nie chciał dostrzec.
Od początku czerwca poziom wody w Jeziorze Pilchowickim systematycznie się obniżał. Było to związane z prowadzonym przez TAURON Ekoenergia remontem zabytkowej zapory i pracami modernizacyjnymi, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa obiektu oraz poprawa możliwości przeprowadzania wód wezbraniowych. Zgodnie z harmonogramem zbiornik był sukcesywnie opróżniany, a równolegle prowadzono odłowy ryb. Według inwestora cały proces odbywał się zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i pod nadzorem specjalistów. Jednak końcówka czerwca pokazała, że rzeczywistość okazała się znacznie bardziej dramatyczna niż zakładano.
Sytuacja na Jeziorze Pilchowickim już w weekend była niepokojąca. W sieci pojawiały się nagrania martwych ryb na jeziorze. Prawdziwy dramat rozegrał się w poniedziałek. 29 czerwca, odsłonięte dno zbiornika zamieniło się w miejsce masowego śnięcia ryb.
To właśnie wędkarze i mieszkańcy jako pierwsi rozpoczęli społeczną akcję ratowania jeszcze żywych ryb. W mediach społecznościowych pojawiły się apele o pomoc, a nad jezioro zaczęli przyjeżdżać ochotnicy z całego regionu. Dzięki ich zaangażowaniu udało się uratować wiele okazów, które zostały przeniesione do głębszych zbiorników. W tym samym czasie nad Pilchowice zaczęły zjeżdżać ogólnopolskie media. Relacje przygotowywali dziennikarze ogólnopolskich stacji telewizyjnych, radiowych i portali internetowych. Dramatyczne zdjęcia obiegły całą Polskę.
Tony martwych ryb na Jeziorze Pilchowickim
Dopiero po nagłośnieniu sprawy rozpoczęły się szeroko zakrojone działania instytucji odpowiedzialnych za monitoring środowiska. Kontrole i pobór próbek ruszyły 30 czerwca, gdy katastrofa była już widoczna gołym okiem.
Właśnie we wtorek, TAURON Ekoenergia w komunikacie w mediach społecznościowych zapewniał, że cały proces prowadzony jest zgodnie z obowiązującymi decyzjami administracyjnymi. Spółka przekazała:
„Przypominamy, że wszystko, co dzieje się na zbiorniku, a w konsekwencji na rzece jest realizowane zgodnie z pozwoleniem wodno-prawnym i pod nadzorem: Specjalisty ds. Ochrony Środowiska, Ichtiologa, Herpetologa, Fitosocjologa, Ornitologa. Jest to zespół przyrodników, zatrudnionych przez Inżyniera Kontraktu. Za odłowy formalnie odpowiada wykonawca remontu: NAVIGA, która wynajęła do tego procesu specjalistyczną firmę.”
Tu warto wspomnieć, iż we wcześniejszym komunikacie Tauron Ekoenergia drwił z internautów zwracających uwagę na zagrożenia. W oficjalnym poście z 18 czerwca znalazły się specyficzne pozdrowienia dla internautów:
„Ps. Pozdrawiamy wszystkich „internetowych ekspertów”, którzy zapewne do sprawdzenia zawartości sieci wysyłają całą flotę …” – napisali w imieniu prezesa przedstawiciele spółki Tauron Ekoenergia.
Dziś, gdy skala śnięcia ryb stała się przedmiotem ogólnopolskiej debaty, trudno tego wpisu nie potraktować, jako przykładu bagatelizowania obaw zgłaszanych jeszcze przed wystąpieniem katastrofy.
Katastrofa ekologiczna – sztab kryzysowy
1 lipca odbyły się posiedzenia Powiatowego i Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Po zakończeniu posiedzeń, w opublikowanym przez Dolnośląski Urząd Wojewódzki komunikacie poinformowano, że pierwsze wyniki badań wskazały na pogorszenie parametrów jakości wody.
„Wyniki dzisiejszych badań, w porównaniu z próbkami pobranymi wczoraj [red.: 30.06.2026 r.], wskazują, że namuł przedostający się ze zbiornika wpływa na pogorszenie wybranych parametrów jakości wody. Jednocześnie WIOŚ prowadzi badania chemiczne pobranych osadów dennych, które pozwolą określić ich skład i ewentualny wpływ na środowisko. Ze względu na zakres analiz laboratoryjnych ich wyniki będą znane najwcześniej na początku przyszłego tygodnia.” – przyznała wojewoda Anna Żabska.
Jednocześnie Dolnośląski Urząd Wojewódzki zapewnia, że sytuacja na Bobrze pozostaje pod stałym nadzorem wszystkich właściwych służb.
„Woda z sieci wodociągowej podlega stałemu monitoringowi prowadzonemu zarówno przez administratora sieci, jak i Państwową Inspekcję Sanitarną. Do tej pory nie stwierdzono zagrożenia dla jakości wody przeznaczonej do spożycia. (…). Do czasu uzyskania wyników badań chemicznych i biologicznych osadów dennych pobranych przez WIOŚ Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje o braku możliwości wykorzystywania rzeki Bóbr do celów rekreacyjnych, w tym organizacji spływów kajakowych, oraz zaleca unikanie bezpośredniego kontaktu z wodą” – wskazuje wojewoda Anna Żabska.

Dolnośląski Urząd Wojewódzki odnosi się to sytuacji śnięcia ryb na Jeziorze Pilchowickim i sytuacji na rzece Bóbr.
„Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska na odcinku kilkunastu kilometrów na bieżąco pobiera próbki wody z rzeki Bóbr. Badania z 30 czerwca 2026 r. wykazały bardzo niskie stężenie tlenu bezpośrednio przy zaporze, co mogło mieć wpływ na śnięcie ryb. Badania z 1 lipca potwierdzają, że na dalszym odcinku rzeki poniżej zapory parametry związane z natlenieniem wody stopniowo się poprawiają, a w samym Jeziorze Rakowickim parametry tlenu są prawidłowe.” – wskazuje wojewoda.
Dopiero teraz Tauron Ekoenergia wnioskuje o dodatkowe agregaty do natleniania wody, co ma pomóc ocalić żyjąca jeszcze organizmy, bo to nie tylko ryby, ale także cały wodny ekosystem, który umiera.
„Na wniosek spółki Tauron Ekoenergia udostępniony zostanie dodatkowy sprzęt wspierający działania na miejscu w postaci 10 aeratorów.” – pisze wojewoda dolnośląska.
„Równolegle Wody Polskie przygotowują sprzęt do natleniania wody, który w razie potrzeby zostanie wykorzystany do poprawy warunków w rzece. Jednocześnie TAURON prowadzi działania mające na celu ograniczenie przedostawania się namułu ze Zbiornika Pilchowickiego przy zachowaniu wymaganego przepływu biologicznego”. – wskazuje po spotkaniu sztabu starosta Małgorzata Szczepańska.
Osady denne – skład chemiczny
Co najmniej o kilka dni po fakcie służby wydały apel skierowany do mieszkańców:
„Do czasu uzyskania wyników badań chemicznych i biologicznych osadów dennych pobranych przez WIOŚ Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje o braku możliwości wykorzystywania rzeki Bóbr do celów rekreacyjnych, w tym organizacji spływów kajakowych, oraz zaleca unikanie bezpośredniego kontaktu z wodą.” – apeluje urząd wojewódzki.
Dopiero teraz, gdy o katastrofie ekologicznej na Jeziorze w Pilchowicach i rzece Bóbr mówi cała Polska, gdy informacje pojawiają się w licznych mediach służby pomyślały o zabezpieczeniu mieszkańców przed skutkami szkodliwych osadów dennych przedostających się do rzeki.
„Tauron Ekoenergia przygotowuje montaż zabezpieczeń ograniczających przedostawanie się osadów dennych do rzeki przy zachowaniu wymaganego przepływu biologicznego.” – przyznaje Anna Żabska.
Jednocześnie 1 lipca, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu opublikował własny komunikat. Wody Polskie zaznaczają, że administratorem zbiornika pozostaje TAURON Ekoenergia, który odpowiada zarówno za eksploatację obiektu, jak i prowadzenie remontu zapory. W komunikacie podkreślono, że pozwolenie wodnoprawne nakładało na inwestora szereg obowiązków obejmujących między innymi utrzymanie przepływu nienaruszalnego, zapewnienie nadzoru ichtiologicznego podczas odwodnienia zbiornika, prowadzenie robót w sposób niepowodujący zanieczyszczenia wód oraz monitorowanie warunków hydrologicznych.
Wody Polskie, które już usuwały opublikowane komunikaty, dziś zapewniają o swoich dobrych chęciach i współpracy ze wszystkimi. Pracownicy RZGW wskazują, że śnięte ryby gromadzą się głównie w resztkach wody na jeziorze.
„Podczas prowadzonych wizji terenowych stwierdzono, że śnięte ryby gromadzą się głównie przed zaporą i w rejonie jazu poniżej zapory. Na odcinku rzeki poniżej obiektu odnotowano pojedyncze sztuki śniętych ryb, które są sukcesywnie usuwane przez podmiot realizujący prace na zlecenie wykonawcy. Wody Polskie pozostają w stałym kontakcie z Polskim Związkiem Wędkarskim Okręg Jelenia Góra w celu bieżącej wymiany informacji dotyczącej sytuacji na zbiorniku.” – wskazuje RZGW Wrocław.
WIOŚ i Tauron milczą!
W poniedziałek, 29 czerwca redakcja Lwówecki.info skierowała zapytania do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu. Do chwili publikacji nadal nie mamy odpowiedzi o prowadzonych przez instytucję działaniach! Również Tauron Ekoenergia nie odpowiada na pytania dziennikarzy (z połowy czerwca) dotyczące odłowu ryb!
To dopiero początek walki o życie w Dolinie Bobru!
Obraz odsłoniętego Jeziora Pilchowickiego z tysiącami martwych ryb na długo pozostanie jednym z najbardziej poruszających przykładów katastrofy ekologicznej, jaka wydarzyła się w ostatnich latach na Dolnym Śląsku. Według informacji przekazanych przez Tauron Ekoenergia na dzień 26 czerwca, czyli przed szczytem katastrofy, zutylizowano ponad jedną tonę śniętych ryb. Największe kontrowersje budzi dziś nie tylko sama skala strat w środowisku, ale również pytanie, czy reakcja odpowiedzialnych instytucji nie nastąpiła dopiero wtedy, gdy dramat został pokazany całej Polsce.
W naszej ocenie, gdyby nie pospolite ruszenie, gdyby nie dziesiątki, setki osób, którym na sercu leżała przyroda, to żaden ze „świętych” nie wstałby ze swojego stołka. Podziękowania należą się wszystkim internautom, którzy publikowali materiały, udostępniali wiadomości, wędkarzom, którzy mimo hejtu alarmowali o zagrożeniu i społecznikom, którzy ruszyli do działania.
Kto odpowie za katastrofę ekologiczną?
To jednak nie koniec walki o przyrodę, ale także o bezpieczeństwo ludzi żyjących poniżej zapory wodnej w Pilchowicach, bo osady przez kolejne miesiące będą wypłukiwane deszczami i niesione przez wody rzeki Bóbr, do zbiornika w Rakowicach i dalej do Odry.
Czy życie w rzece i na żwirowni zginie, czy wody gruntowe, wody w studniach będą „użyźnione”? To tylko niektóre z obaw, jakimi dziś żyją mieszkańcy regionu.
W przestrzeni publicznej od poniedziałku, pojawiają się też pytania o odpowiedzialność i konsekwencje wobec osób, które powinny stać na straży bezpieczeństwa. Gdzie oni byli i co robili?
przeczytaj koniecznie:
Martwe ryby i czarny muł. Katastrofa ekologiczna w Dolinie Bobru
Katastrofa ekologiczna na Jeziorze Pilchowickim – zobacz zdjęcia
Nie oczyszczą Jeziora Pilchowickiego ze szkodliwych osadów dennych!
























Wszystko wskazuje na to że opłacone karty wędkarskie można schować do szuflady bo nie bedzie można wędkować na Bobrze i jej dopływach . Kto odda wędkarzom pieniądze ?. Może Tauron Ekoenergia albo PZW które tak chętnie podnosi cene pozwoleń na wędkowanie i chowa głowę w piasek ….