Zaginiony kościół w Złotym Lesie

Był czas, kiedy w maleńkiej osadzie, położonej zaledwie 10 km od Lwówka Śląskiego, znajdowała się niezwykła świątynia. Przez kilka stuleci przybywali doń strudzeni wędrowcy oraz pielgrzymi. Dzisiaj po kościele nie ma ani śladu! Co się stało z tak istotnym miejscem dla okolicznych katolików? O to próba odtworzenia historii, stworzona na podstawie lakonicznych zapisków kronikarskich…

Udając się z Lwówka Śl. w kierunku Złotoryi, miniemy Bielankę, a następnie wjedziemy do Czapli. Tak naprawdę, tych kilka posesji rozlokowanych w malowniczej niecce, to pozostałość wsi zwanej niegdyś Hainwald. Zarówno niemiecka, jak i późniejsza polska nazwa – Choiniec, odnosiły się do lasów otaczających tę miejscowość ze wszystkich stron.

Jako, iż biegnąca tędy Via Regia, była w średniowieczu popularnym szlakiem handlowym, nie brakowało na niej kupców, podróżujących z zachodu Europy, aż do Rusi. Z myślą o nich oraz o innych podróżnikach, wzdłuż trasy, budowano zajazdy z pokojami noclegowymi. W Choińcu takie miejsce wniesiono już XIV wieku. Dało ono impuls dla kolejnych inwestycji…

Nie wiadomo, kto i kiedy wpadł na pomysł budowy kaplicy. Czy ówczesny właściciel postanowił dorobić sobie na boku, a może nakłonili go do tego liczni kopacze, których sprowadził do poszukiwania złota w okolicznych lasach. Najprawdopodobniej decyzję podjęła zamożna rodzina mieszczan lwóweckich, posiadająca m.in. zamek w Płakowicach. Podpowiadają nam to wydarzenia z  roku 1393, kiedy książę legnicki Bolesław sprzedał Hainwald dwóm braciom: Zygrydowi i Nikolausowi von Raussendorf.

Jedna z późniejszych wersji sugeruje, że odkryto tutaj niezwykłe źródełko, które rzekomo miało lecznicze właściwości. Tak, czy inaczej, gotycka świątynia funkcjonowała z powodzeniem co najmniej od 1428 roku. Kolejna wzmianka źródłowa mówi o tym, że żył tutaj pewien pustelnik, chętnie odwiedzany przez okolicznych mieszkańców i pielgrzymów. Goście musieli zostawiać sporo datków i dokonywać szeregu zapisów, skoro pod rokiem 1448 kroniki wspominają o bandzie, która dokonała napadu na pustelnię!

Nie wiadomo, co działo się tutaj przez ponad trzy dekady, ale na pewno miejsce modlitw i kontemplacji z Choińca było często odwiedzane, skoro przed rokiem 1486 wspomniano już o kościele, erygowanym pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Świątynia musiała odgrywać spore znaczenie, skoro w latach 1501-1502, została wsparta finansowo nawet przez księcia legnickiego Fryderyka, wywodzącego się ze śląskiej gałęzi dynastii Piastów! Kolejna ważna inwestycja miała miejsce kilka lat później, gdy rycerz Albrecht von Bock przekazał stosowny datek na budowę nowego sklepienia w prezbiterium. Z kolei Werner Stempel - mieszczanin złotoryjski, opłacił zakup płyty na ołtarz. Zwieńczeniem tych inwestycji było postawienie w 1512 roku kamiennej wieży z pięknym dzwonem.

Jako, iż po śmierci pustelnika pojawił się problem z obsadzeniem uświęconego miejsca - zapadła decyzja, iż parafia złotoryjska będzie wysyłać tutaj kolejnych duchownych. Niestety początek XVI stulecia okazał się tragicznym dla dalszych losów tego miejsca. Jej duchowy opiekun Bernard Geissler (Geiseler), co prawda, podjął się zbierania datków pod hasłem rozbudowy kompleksu, lecz po kilkunastu latach wyszło na jaw, że ojciec Bernard część pieniędzy wykorzystywał do osobistych celów. Pragnąc dokończyć przeciągające się prace budowlane, zapożyczył się do tego stopnia, że nie był w stanie spłacić lichwiarzy. W efekcie rozbudowę przerwano, a duchowny trafił do więzienia! Dalszy rozwój uświęconego kompleksu powstrzymała reformacja. Nowe ruchy protestanckie, znajdujące wśród okolicznych mieszkańców coraz więcej zwolenników, przyczyniły się w latach 1522-1560, do upadku i wreszcie opuszczenia katolickiego kościoła w Choińcu.


A dawna świątynia? Przez kolejne stulecie stanowiła tymczasowe lokum okolicznych band, maruderów oraz żołnierzy z okresu wojny 30-letniej! Okolica stała się bowiem niebezpieczna do tego stopnia, iż co pewien czas mówiono o kolejnym napadzie, lub mordzie. Okres ten wpłynął destrukcyjnie na gotycką świątynię, która w połowie XVIII wieku była już pozbawiona dachu i wszelkiego wyposażenia. Kilkadziesiąt lat później ostatnie ściany zostały rozebrane i wykorzystane do budowy okoliczny posesji oraz utwardzenia dróg!

Z czasem wygląd kościoła tak bardzo uległ wypaczeniu, że właściciel miejscowego zajazdu, zamawiając serię pamiątkowych pocztówek, oprócz wizerunku własnego domu i wnętrza lokalu, dodał rekonstrukcję dawnego kompleksu. Patrząc na nią, zdaje się, że mamy tu do czynienia ze średniowiecznym zamkiem, a nie świątynią. Kto wie, a może ów obraz stworzono na podstawie nieznanego nam sztychu i faktycznie tak mógłby dziś wyglądać kościół, po którym zachowały się fundamenty i kilkusetletnie katakumby, ukryte gdzieś głęboko pod ziemią…


Na marginesie. Pamiątką po rozpoczętej zbiórce pieniędzy przez ojca Bernarda jest odcisk kamiennej płyty z 1491 roku, który do dziś ozdabia ścianę… domu znajdującego się na posesji nr 68! Dlaczego właśnie tam? Podobno dlatego, iż budynek znajduje się obok łąki, gdzie miał stać dawny kościół. Z drugiej strony, czy to nie przypadek, że owe miejsce znajduje się przy samym skrzyżowaniu, a naprzeciw funkcjonował zajazd? Czy nie chodziło raczej o pretekst dla zatrzymania się przejezdnych, którzy po chwili zadumy, mogli by skusić się na ciepły posiłek, a może i nocleg? Wszak gospodarz miał już gotową opowieść o husytach i Czarnym Krzysztofie, którzy napadli i ograbili kościół. Co tam prawda historyczna – ważne, by turysta otwierał szeroko oczy i usta ze zdumienia, a potem uregulował rachunek i kupił na pamiątkę unikalną pocztówkę.









Nap. SZYMON WRZESIŃSKI – lokalny historyk, geograf, autor przewodników i książek regionalnych (kontakt: sz_wrzesinski@wp.pl)
Współpraca: PRZEMYSŁAW POPŁAWSKI – lwówecki regionalista, pracownik ZPEW (kontakt: plagwitz@wp.pl)

Zainteresowanym historią naszych stron polecamy książkę Szymona Wrzesińskiego, pt. „Napoleon nad Bobrem i Kwisą : Szlakiem bitew, skarbów i zabytków wojny 1813 roku”, nakładem wydawnictwa CB z Warszawy oraz wydaną ostatnio: „Zamek Czocha w Polsce Ludowej : Tajemnice, odkrycia i wspomnienia z lat 1945-1989” (wyd. CB, Warszawa, 2017).




Autor: SZYMON WRZESIŃSKI, PRZEMYSŁAW POPŁAWSKI