Tajemnice lwóweckiego pręgierza

Od kilkunastu lat w sieni ratusza leży w kącie, zapomniana, zaniedbana i ciągle niszczona, renesansowa kolumna. Tylko nieliczni wiedzą, że może być ona unikalnym zabytkiem dawnego prawa! Dodam, że wyjątkowym, gdyż oryginalnych „słupów hańby” zachowała się na Dolnym Śląsku zaledwie garstka. Nawet ten najsłynniejszy, wrocławski pręgierz, pod którym tysiące turystów rokrocznie robi pamiątkowe zdjęcia - to tylko kopia, wykonana trzydzieści lat temu!

Wedle niepewnych zapisków pierwsza informacja o lwóweckim pręgierzu pochodzi z roku 1241, kiedy to za gwałt na młodej dziewczynie, miano ująć Michała z Dworka. Po ogłoszeniu wyroku mężczyznę przywiązano do „słupa hańby”, a następnie spalono na placu nieopodal książęcego zamku (ob. niezachowany). Z kolei z 1497 roku pochodzi skarga gwardiana klasztoru franciszkanów na dwie kobiety, które dostarczyły jednemu z zakonników… damskiego ubioru. Obie kobiety skazano na wystawienie pod drewnianym pręgierzem, po czym wygnano z miasta! A jak ukarano brata Bernarda? Tego annały już nie utrwaliły.

Ozdobny, kamienny pręgierz stanął na tzw. Dolnym Rynku w pierwszej połowie XVI stulecia. Pod koniec maja 1531 roku doprowadzono tutaj i poddano chłoście Kacpra Huntera, który próbował oszukiwać mieszczan podczas sprzedaży zboża. Zupełnie inaczej zakończył się wiosenny proces z roku 1558, kiedy pewnego mężczyznę i żonę Kacpra Lindnera, uznano winnych cudzołóstwa. Ławnicy uznali, iż grzesznika należy ściąć, zaś niewierną kobietę wychłostać i wygnać z miasta. Natomiast wiosną 1562 roku, za podwójne cudzołóstwo z żonami mieszczan lwóweckich, kat mieczem pozbawił  rozpustnika głowy, zaś obie niewiasty wystawił pod pręgierzem, a następnie przegnał po wsze czasy. Z kolei w 1586 roku przytroczono i wychłostano tutaj dwójkę osób za uprawianie nierządu w miejscu publicznym. Pod „słup hańby” trafiali również winni bluźnierstwa i pomówień.

Do niecodziennego wydarzenia doszło podczas trwania wojny 30-letniej. Otóż 30 marca 1627 roku stacjonujący w mieście szwedzki żołnierz odstrzelił głowę stojącej na pręgierzu figurce. Nową rzeźbę, zapewne ukazująca kata, zamontowano uroczyście dopiero 11 września. Z owej postaci, dwadzieścia lat później, nieznany sprawca utrącił miecz, lecz szybko ulokowano go w kamiennej dłoni kata. Dodam, że skąpe źródła ikonograficzne z XVIII stulecia pozwoliły ustalić kształt lwóweckiego pręgierza. Główną część stanowiła kolumna spoczywającą na okrągłej podstawie. Górną część, jak wspomniano, wieńczyła niewielka figurka mistrza sprawiedliwości, który w prawej ręce trzymał miecz - symbol wyroku śmierci, zaś w lewej pęk rózg, oznaczający karę chłosty.

Dramatyczny los pręgierza przypieczętował kwaterujący w mieście Henryk de la Motte-Fouqué. Pruski oficer 3 maja 1760 roku nakazał rozebrać pręgierz, gdyż przeszkadzał jego żołnierzom w wykonywaniu musztry. Nie znany jest dalszy los fragmentów „słupa hańby”. Można jedynie spekulować, że część trafiła do ratusza, a następnie do muzeum utworzonego w dawnej świątyni (ob. kościół pw. Św. Franciszka z Asyżu). Jako, iż zbiory tej placówki zostały wyszabrowane wiosną 1945 roku, nie ma co liczyć na odnalezienie figurki kata oraz metalowych przyrządów służących przed wiekami do wymierzania sprawiedliwości.

pręgierz lwówecki w I połowie XVIII w.


Lwówecki pręgierz na planie Lwówka z XVIII wieku - fot. SW

Pozostała jeszcze kwestia kamiennej kolumny. Ostatnio dotarłem do zdjęcia wykonanego przez Teresę Witusiak w 1987 roku. Przedstawia ono domniemany fragment lwóweckiego pręgierza, ustawiony pionowo w przyziemiu Wieży Lubańskiej. Trafić tu miał – wespół z innymi kamiennymi detalami - w ramach akcji miejscowych harcerzy, działających pod komendą harcmistrza Wojciecha Juskowiaka. Później żłobkowana kolumna (z dwoma innymi, ozdobnymi piaskowcami), trafiła do magazynu w pobliskim ZBGKiM; tam przez wiele lat leżała przykryta wiórami. W 2004 roku zabytki przekazano Placówce Historyczno-Muzealnej. Od tego czasu spoczywają pod oknem na parterze ratusza – niestety, bez jakiegokolwiek opisu!

Rzekomy pręgierz w Wieży Lubańskiej w 1987 r., fot. Teresa Witusiak

Na koniec trzeba postawić jeszcze jedno pytanie: Czy w sieni faktycznie znajduje się fragment pręgierza? Skąd owa wątpliwość? Po pierwsze, piaskowcowy filar jest zbyt krótki. Po drugie, w górnej części nie posiada żadnych fragmentów, mających służyć do zamocowania ozdobnego zwieńczenia z figurką kata. Gładka powierzchnia górnej części skłoniła mnie do dalszych poszukiwań ikonograficznych. Tak dotarłem do starej ilustracji ukazującej renesansowy dziedziniec kamienicy (nr 214), mieszczącej się niegdyś przy rynku. Podobnych rozwiązań architektonicznych było więcej. Ponieważ ogrom lwóweckich kamienic wyburzano przez kilka dekad - nic dziwnego, że ktoś postanowił zabezpieczyć z placu rozbiórki ciekawsze elementy kilkusetletniej kamieniarki.
 
Fragment d. kamienicy nr 214 z kolumną podobną do pręgierza - zb. SW

Domniemany fragment pręgierza w sieni ratusza - fot. SW

Nie rezygnujmy przedwcześnie… wszak zachowana kolumna posiada wokół górnej i dolnej części maleńkie otworki, które mogły służyć do utrzymywania w jednej pozycji metalowych obręczy przeznaczonych dla skazańców! Jeśli tak było, to naprawdę jest to fragment dawnego obiektu egzekwowania sprawiedliwości. A może ktoś z Państwa zna źródło pochodzenia tajemniczej kolumny i pomoże rozwikłać zagadkę?


Nap. Szymon Wrzesiński, lokalny historyk, geograf, autor przewodników i książek regionalnych (m.in. ZAMEK CZOCHA W POLSCE LUDOWEJ; NAPOLEON NAD BOBREM I KWISĄ), administrator strony na Facebooku: „Lwówek Śląski w PRL” .

Na marginesie: Autor gromadzi materiał do książki pt. „LWÓWEK ŚLĄSKI W POLSCE LUDOWEJ”. W związku z tym prosi o udostępnienie starych zdjęć (np. w formie skanów).
Kontakt e-mail: sz_wrzesinski@wp.pl
Publikację wspiera portal: Lwowecki.info
 
Piaskowcowa kolumna uważana za lwówecki pręgierz - fot. SW
Autor: