Slider_lwowek-morcinka-przebudowa Slider_halina-klebanowicz-lwowek-slaski-pore Slider_zaginiony-kosciol-w-zlotym-lesie Slider_pawel-ziolkowski-ploczki-lwowek Slider_mirsk-katastrofa-budowlana-sklep-spozywczy

500 kilometrów w dobę. Szalony pomysł Dominika

A A A Pdf Print16x16 Mail16x16
Napisano dnia: 2017-08-23 10:40:31
Ma zaledwie 17 lat. Na co dzień jest uczniem mirskiego liceum. Jego pasją jest kolarstwo. We wcześniejszych latach udowadniał, iż potrafi realizować ambitne plany i na rowerze zwiedził pół Europy. Tym razem Dominik Kułaga, mimo, iż nie prowadzi regularnych treningów porwał się na szalony wyczyn pokonania na rowerze 500 kilometrów w ciągu doby.


Tak Dominik opisuje wrażenia z trasy:

Dnia 16 lipca 2017 roku wyruszyłem w swoją najdalszą, jak do tej pory, jednodniową trasę w życiu. Do przejechania miałem ~500 km, które według planu miałem pokonać w czasie poniżej 24 h.

Komentarz znajomych, którzy o tym wiedzieli, sprowadzał się najczęściej do stwierdzenia, że nie jestem normalny, z czym w zupełności się zgadzam. Poprzedni mój rekord wynosił 301 km w czasie ~15 h, w tym 13:20 h jazdy. Postawiłem więc sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Plan został zrealizowany w ~90%, ale o tym później.

Moja samotna podróż (tzn. czasem rozmawiałem sam ze sobą, ale to co innego...) rozpoczęła się o godzinie 7:16 w Mirsku. Nie było łatwo ze względu na ciężki plecak (ten sam słynny, który miałem jako jedyny na wyścigu kolarskim) oraz brak samochodu technicznego, który dotarł dopiero na ~390 km trasy, aby mnie asekurować nocą.

Na całe szczęście tego dnia akurat pogoda mi sprzyjała, nawet lekki deszczyk był bardzo przydatny. Pierwsze 100 km pokonałem wręcz wyścigowym tempem (3:15 h). W Zielonej Górze byłem już po zaledwie 4 h jazdy. Kierując się na Gorzów, na liczniku wybiła kolejna setka - 200 km w 6:35 h, znów piękny wynik jak na amatora, który prawie w ogóle nie trenuje kolarstwa i całymi dniami przesiaduje na „orliku”, nie licząc oczywiście realizacji mojego słynnego powiedzenia „Najpierw nogi, potem nogi, a na końcu co? Nogi!”.

Na swojej trasie miałem także Sulechów, w którym to chciałem zrobić pewnej osobie niespodziankę, ale niestety nie zgraliśmy się terminami wyjazdów - wkrótce się uda.

Na trasie pojawiły się pierwsze dłuższe postoje, w tym Tesco Świebodzin - uzupełnienie płynów i „koksu”, bananki, batoniki i jeszcze parę innych „dopalaczy”.

W drodze do Gorzowa miałem nieprzyjemne spotkanie z kostką brukową zamiast asfaltu i chwile później z silnym wiatrem prosto w twarz. Udało mi się przez to przebrnąć bez większych problemów. Po zdobyciu Gorzowa w drodze powrotnej na liczniku pojawiła się „magiczna granica” 300 km, które to pokonałem w doskonałym tempie (9:45 h). Byłem w szoku.

Niestety potem było już tylko gorzej... Mając zapas ~2 h w stosunku do ustalonego limitu czasu zmniejszyłem swoje tempo, aby spokojnie dotrzeć do domu. Na ~380 km trasy pojawiła się znowu Zielona Góra, za którą to chwilę później otrzymałem wsparcie techniczne w postaci samochodu z pożywieniem itp. Jeszcze w mieście zaczęły się pierwsze poważniejsze problemy...

Podczas postoju zrobiło mi się strasznie słabo i mdło... Do tego zdrętwiał mi kręgosłup... nic dziwnego po całym dniu jazdy w pozycji kolarskiej. Pojechałem dalej. Już z asekuracją wyruszyłem w kierunku Mirska. Potrzebowałem coraz więcej przerw ze względu na złe samopoczucie, które doprowadziło do przedwczesnego zakończenia trasy na ~450 km...

Nie wchodząc w szczegóły, można powiedzieć, że na ostatnim przystanku, gdy usiadłem na chwile w samochodzie, już nie dałem rady z niego wyjść. Uważam, że zabrakło mi motywacji i bez samochodu byłbym po prostu zmuszony dojechać samemu do domu, a tak to się „rozleniwiłem”...
Udowodnię to podczas następnej próby bicia rekordu, jednak trochę w innej formie - prawdopodobnie kilka okrążeń trasy o mniejszym zasięgu.

Całą podróż podzieliłem sobie na kilka części: 0 - 200 km jest jazdą bez większego wysiłku, dla przyjemności; 200 - 300 km pojawiają się pytania w stylu „Po co mi to było...?”; 300 - 400 km już mi nic nie przeszkadza, znikają wszystkie inne problemy, zaczynam rozmawiać sam ze sobą; 400 - 450 (500) km to walka o przetrwanie i próba niezaśnięcia w trakcie jazdy o 3:00 - 4:00 w nocy.
A więc tak, pokonanie ~450 km (na 373 km zepsuł się licznik) zajęło mi ~21 h, w tym ~16 h samej jazdy. Z tych czasów jestem bardzo zadowolony i byłbym w domu przed upływem limitu czasu, gdybym nie zawalił ostatniego postoju w samochodzie... Mimo to, że nie zrealizowałem do końca swojego planu, jestem dumny ze swojego osiągnięcia, którym mogę spokojnie się pochwalić wśród klubowych kolarzy i ultramaratończyków.


Dominikowi gratulujemy pomysłowości. Jego wyczyn na wielu osobach, które na co dzień jeżdżą na rowerze robi duże wrażenie. Wierzymy, iż przy kolejnym wyzwaniu młody mirszczanin będzie jeszcze bardziej zmotywowany i pokona własne słabości. Czego z całego serca mu życzymy.


Polecamy stronę prowadzoną przez Dominika: dominikkulaga.pl

Na zdjęciu Dominik Kułaga
Komentarze:
Aparatbodek
Środa, 2017-08-23 22:03
Brawo Dominik niskie ukłony dla Ciebie życzę dużo siły na następne wypady.Pozdrawiam!
AparatJrnend
Czwartek, 2017-08-24 06:57
Super
Dodaj komentarz

Kalendarz wydarzeń

Prev
Luty 2018
Next
Po Wt Śr Cz Pi So Nd

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Mini_seat-arosa-mroczkowice-wypadek-2018
Sobota, 2018-02-17
List_mini_poszukiwany-bolec-policja
Piątek, 2018-02-16
List_mini_lekarz-weterynarii
Piątek, 2018-02-16
List_mini_tydzien-pomocy
Piątek, 2018-02-16
List_mini_kalendarz-fa-2018
Piątek, 2018-02-16
List_mini_banknoty
Piątek, 2018-02-16
List_mini_lampa-jelenoigorska-wlen
Piątek, 2018-02-16
List_mini_areszt-za-wypadek-001
Czwartek, 2018-02-15
List_mini_nachalna-reklama-lwowek-slaski
Czwartek, 2018-02-15
List_mini_interwencja-sm-lwowek-2018
Czwartek, 2018-02-15
List_mini_radiowoz-jesien
Czwartek, 2018-02-15
List_mini_maluch-
Czwartek, 2018-02-15
List_mini_pozar-swieradow-zamknieta
Środa, 2018-02-14
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
Aktualności | Wydarzenia | Ludzie | Samorząd | Na sygnale | Wywiady | Historia | Galeria | Ogłoszenia |  Reklama | Praca