Urząd Bezpieczeństwa i powojenna lwówecka rzeczywistość

A A A Pdf Print16x16 Mail16x16
Napisano dnia: 2017-04-24 18:49:07
W 2004 roku świat usłyszał o tym jak w bagdadzkim wiezieniu Abu Ghraib pewna grupa amerykańskich żołnierzy w sposób bestialski i nieludzki traktowała przetrzymywanych tam więźniów. Próbowano wtedy dociec jak to jest możliwe, że żołnierze z niejednokrotnie wieloletnią służbą, odznaczani, chwaleni za lojalność i dyscyplinę, wzorowe matki, przykładni mężowie za murami więzienia przybierali postać nieludzkich oprawców, którzy na podstawie zeznań ofiar, czerpali niemal przyjemność z poniżania i bicia powierzonych im osadzonych. Przypomniano sobie wtedy o pracach amerykańskich psychologów opisujących osobowości byłych zbrodniarzy wojennych z okresu II wojny światowej. Okazywało się, że w życiu codziennym potrafili oni być czułymi rodzicami, przyjaciółmi, uśmiechniętymi, pełnymi życia i pomocnymi ludźmi. Natomiast za murami obozów dzięki danej im władzy, zmieniali swe oblicze i zachowania tak, że nawet najbliżsi znajomi z trudem poznawali w bestialskim strażniku obozowym czy dowódcy komanda roboczego, tego, który był ich przyjacielem, mężem, ojcem czy sąsiadem. Badania powtórzono w czasie konfliktu w Wietnamie. „Sfinansowany przez amerykańską armię i marynarkę wojenną eksperyment miał sprawdzić zachowanie żołnierzy w sytuacjach ekstremalnych – co zrozumiałe, zważywszy, że trwała wojna w Wietnamie i amerykańscy żołnierze trafiali do komunistycznej niewoli”. Tymczasem pewien amerykański profesor Phil Zimbardo (Uniwersytet Stanforda -1971r.) udowodnił, że nawet ludzie zdrowi psychicznie w specyficznych warunkach łatwo wcielają się w role oprawców lub ofiar, co jego zdaniem nie wynika tylko z predyspozycji psychicznych jednostek, lecz jest również wynikiem wpływu otoczenia. Reasumując „bestią może być każdy wystarczy, że odpowiedni człowiek otrzyma odpowiednie stanowisko, które pozwoli mu na dany zakres władzy nad innymi”, a to z kolei może być przyczyną, że u tego człowieka odezwą się pewne instynkty o właściwościach niezgodnych z ogólnie przyjętymi normami społecznymi lub wartościami moralno-  etycznymi. Mowa oczywiście o aspekcie „Eksperymentu Oxfordzkiego”. Dlaczego o tym piszę? Bo tego typu zjawisko pojawiło się też i u nas w powojennym Lwówku Śląskim.

Większość ludzi postrzega niegdyś funkcjonujący Urząd Bezpieczeństwa, jako aparat represyjno- porządkowy podporządkowany zarządzeniom partyjnym. W większości przypadków byłaby to prawda, ale nie do końca. Mianowicie, jako dziecko często przebywałem w otoczeniu starszych członków mojej rodziny wsłuchując się w opowieści rodzinne z dawnych czasów. Jakże ja lubiłem zapach ciemnej herbaty i dymu papierosowego unoszącego się w kuchni mieszkania mojej ciotki Ireny Balickiej- Suślik, nad dawnym kinem Bajka w Lwówku Śląskim. Ileż to razy ciocia wyciągała pudełko ze starymi zdjęciami obłaskawiając mnie długimi opowieściami o osobach na nich widniejącymi. O tym, jaki był piękny powojenny Lwówek Śl., park miejski z czerwonymi wielkimi rybami i łabędziami, kamienice w rynku z niemieckimi reklamami sklepikarzy, jak z Płakowic maszerowały Dzieci Koreańskie na seanse do jej kina, seanse oczywiście z narzuconą odgórnie treścią o charakterze komunistycznym, partyjnym i propagandowym. Filmy przyjeżdżały prosto z siedziby Dyrekcji Dolnośląskiej Kinematografii z Wrocławia, opieczętowane z dopiskiem „Dla sierot Koreańskich w Płakowicach koło Lwówka Śląskiego”. Ciocia Irena dysponowała oczywiście jeszcze innym repertuarem, ale ten z kolei zabroniony był dla „specjalnych gości z Korei”.

Każdorazowa projekcja wizytowana była przez specjalnie powołanych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, oraz „wysłanników partyjnych” zwanych „szpiclami”, tak by kontrolować nastroje społeczne po projekcji i prowokować do głębszych wypowiedzi. Problem tych, którzy usiłowali inwigilować nawet lwóweckie kino polegał na tym, że ten, który miał to robić … stał się miłością mojej cioci Ireny …


Siedlce koło Warszawy - czas minionego dzieciństwa

Irena Andrzejewska (Balicka – Suślik) pochodziła z rodziny wielodzietnej z okolic Siedlec koło Warszawy. Dziadek Jan Andrzejewski (ojciec Ireny) miał tam dość spore gospodarstwo w dawnej dzielnicy zwanej Rozkosz (na Rozkoszy). Był pomocnikiem maszynisty na linii: Warszawa- Konigsberg (Królewiec). Pierwsza żona umarła w wyniku komplikacji poporodowych rodząc małego Jureczka. Druga objęła pod swe skrzydła sześcioro dzieci w różnym wieku. Znana jest opowieść jak to dziadek Andrzejewski pod węglem w lokomotywie przemycał żydów uciekających w czasie wojny z warszawskiego getta. Było to możliwe dzięki temu, że jego skład, jako jeden z nielicznych nie był dokładnie sprawdzany, bo miał doczepiony specjalny wagon wojskowy. Jak to mówią: „najciemniej pod latarnią” ?! Przykro mi to pisać, ale nie odbywało się to za darmo, bowiem w ówczesnych czasach za pomoc Żydom groziły straszne konsekwencje. A dziadek Jan miał na utrzymaniu dzieci i nową kobietę z gospodarką włącznie. Było, więc to bardzo niebezpieczne na owe czasy. Było też raz tak, jak opowiadała ciotka Irena, że dziadek po prostu został dostrzeżony przez swojego sąsiada, który kolaborował z Niemcami, sąsiada wydającego im często Żydów za pieniądze. Znając trasę przejazdu pociągu i uzyskując informacje od okolicznej ludności wiedział on, bowiem, gdzie zwalnia pociąg i gdzie ci nieszczęśni Żydzi po prostu byli wypychani ze składu, tam też na nich czekał i ich obrabowywał. Wraz z synem i szwagrem bili mężczyzn, gwałcili kobiety, żądali kosztowności w zamian za możliwość dalszej drogi. Kto się opierał lub był już mało im przydatny, nie potrafił się wykupić, tego sprzedawali Niemcom, nie zdradzając oczywiście stałego miejsca, gdzie kolejni Żydzi byli wyrzucani z pociągu, a było to jedyne miejsce, gdzie pociąg mógł zwolnić. Pech chciał, że dziadka widział sąsiad jak ich wypycha z pociągu na umówionym miejscu przy lesie, natomiast dziadek i jego kompan widzieli, co tamci od razu robili ze złapanymi Żydami. On nie wydał dziadka Niemcom bojąc się zemsty sąsiadów, a dziadek z pobudek oczywistych nie mógł wydać i jego. Po wojnie ślad po „przedsiębiorczym łowcy Żydów” zaginął, co nie umknęło uwadze miejscowych, którzy z braków dowodów nie mogli oskarżyć rodziny, która zdaniem mojej cioci, w powojennej rzeczywistości wyśmienicie funkcjonowała dzięki zrabowanym żydowskim dobrom w Siedlcach.


Spotkanie po latach …

Historia ta jednak zatoczyła koło, bowiem w latach 70 tych na dworcu w okolicach Szprotawy ów sąsiad mojego dziadka rozpoznany został przez moją babcię Bronię i jej siostry, ciocię Irenę i Alinę, oczekujące na PKS. Jakież było jego zdziwienie i pośpieszne udanie się do autobusu w kierunku Zielonej Góry na widok dwóch pamiętających go małych sąsiadek, które idąc, niemal biegnąc na równi z nim, w twarz powiedziały mu przy ludziach, kim był i kim jest.
Starszy Pan, sąsiad dziadka Jana, oczywiście się zmienił, postarzał, kulał, ale gdy podeszły i początkowo grzecznie się przywitały chcąc upewnić się, że to właśnie on, jego reakcja potwierdziła ich przypuszczenia. Podobno kicał do autobusu jak młody jelonek pełen sił i wigoru, bez utykającej nóżki. Twierdził, że to jakaś pomyłka, udawał wzburzenie, a następnie strach. Wielka szkoda, że nie dosięgła go sprawiedliwość ludzka za to, co robił innym. 

Powróćmy jednak do osoby mojej cioci Ireny. Pod koniec wojny poznała pewnego pilota o nazwisku Balicki, niestety ów pilot zginął w nieznanych mi okolicznościach. Umarło też jedyne dziecko cioci, chłopczyk Justyś. Tak oto postanowiła wyruszyć z siostrami na „ziemię obiecaną”, jak nazywano wtedy w okolicach Warszawy obecny, zabrany Niemcom Dolny Śląsk. Były podobno wolne domy i mnóstwo pracy. Dwie siostry osiadły we Wrocławiu mając tam narzeczonych. Jedna w Olesznej Podgórskiej. Po latach dołączył brat Jurek, osiadając się w Gryfowie Śląskim. W poszukiwaniu pracy Irenę odesłano do Lwówka Śl., tam po krótkim przeszkoleniu i ukończeniu szkoły otrzymała stanowisko pracownika kina.
Z czasem widząc zaangażowanie powierzono jej kierownicze stanowisko i otrzymała mieszkanie po byłym niemieckim operatorze kinowym kina DELI we Lwówku Śląskim.

Urząd Bezpieczeństwa w Lwówku Śląskim – oblicze ”bezpieki”

Wtedy też Irena poznała przystojnego Władzia. Władysław pochodził z okolic Krakowa z dawnej Generalnej Guberni, a dokładniej z Frywałdu, z Powiatu Chrzanowskiego. W czasie wojny był pracownikiem fizycznym pomagającym na budowach. Potem skierowany został, jako arbiter do jednego z podkrakowskich kamieniołomów. Tam też nawiązał kontakt z ówczesnym ruchem oporu wdając się, jako młody sprytny chłopak znający świetnie dany teren, w działania dywersyjne z partyzantką. Potem został oddelegowany z ramienia partii, jako członek PPR do pracy w MO na Dolnym Śląsku. W 1945 pojawił się na Dolnym Śląsku i za namową kolegów partyjnych (m.in. kol. Bigaja) złożył wniosek o przyjecie do nowopowstałej Milicji Obywatelskiej. Tak oto został jednym z kilku pierwszych milicjantów pilnujących porządku publicznego w powojennym Lwówku Śląskim. Odpowiadał za doprowadzenia zatrzymanych do działającego jeszcze wtedy Więzienia Miejskiego. Zarówno w samym więzieniu jak i w późniejszym PUBP (Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego) zatrudniani byli też i tacy, którzy jak twierdziła moja ciocia „długo będą tłumaczyć się przed Bogiem”.
Były to trudne powojenne czasy, w których to musieli odnaleźć się ludzie - zbieranina z całej Polski. Ludzie z przeróżnymi doświadczeniami i charakterami. Byli tacy, którzy służbę w więzieniu zaczynali od butelki alkoholu i bezsensownych, krwawych przesłuchań, które wykraczały poza ich obowiązki. Byli też i tacy, którzy po prostu wykonywali swoją pracę i nie naprzykrzali się innym. Po krótkiej pracy w MO Władysław otrzymał „nakaz” pracy w PUBP. Tam sytuacja wedle opowieści mojej cioci, była analogicznie podobna do poprzedniej. Z wujkiem pracowali ludzie bardzo różni. Byli tacy, którzy po dziś dzień mogą spokojnie przejść po mieście wiedząc, że nikomu nie wyrządzili krzywdy. Byli jednak i tacy, którzy mają wiele ludzkich cierpień „za paznokciami”, znęcali się nad przesłuchiwanymi, tygodniami przetrzymywali w piwnicach siedziby PUBP, nachodzili, inwigilowali. Ktoś powie skoro on tam pracował to widocznie się tam nadawał i był taki sam. I tu napiszę, że NIE.


Rynek lwówecki i gospodarz ze wsi

Władysław pracował, jako referent gminny i kierownik referatu pierwszego obejmującego swym zarządzaniem i obserwacją okolice Lubomierza. Potem zajmował się, jako starszy referent terenowy okolicami Ubocza i Rząsin. Od 1955 r. był oficerem operacyjnym Delegatury ds., BP we Lwówku Śląskim. Oficjalnie zajmował się zagadnieniami ochrony gospodarki, typowaniem wrogich środowisk i zagrożonych obiektów. Jak podaje autor, p. R. Klementowski w swej książce: „Urząd Bezpieczeństwa w Powiecie Lwówek Śląski 1945-1956 ”, cyt.: „… rejon drugi, za który odpowiedzialny był Władysław Suślik obejmował Gryfów Śląski, Lubomierz, gminy Chmieleń i Proszowa, Pasiecznik, Milęcice? Tu, jako główne zagadnienia pracy operacyjnej wskazywano „bandytyzm”, ochronę zewnętrzną kopalń uranu w Radoniowie oraz kułactwo.

Wielokrotnie z powodów braków w kadrach pracownicy poszczególnych wydziałów byli „przerzucani w ramach działań operacyjnych” na teren działań innych sekcji by wspomóc działania i zwiększyć wyniki. Tak też było w przypadku ujęcia Bogdziewicza (Czarnego Janka) w okolicach Ostrzycy, do czego zaangażowano cały lwówecki PUBP, MO, a nawet wojsko i agentów z ludności cywilnej. Faktem jest, że opisywany tu Władysław otrzymywał polecenia przesłuchań i inwigilacji osób i środowisk „podejrzanych w swoim terenie operacyjnym”. Często ludzie ci wzywani byli do siedziby urzędu lub przywożeni i doprowadzani siłą po uprzednim ujęciu w terenie. Nakazywano wtedy przy użyciu wszelkich możliwych środków otrzymanie od zatrzymanych żądanych informacji o potencjalnych zagrożeniach i działaniach grup uważanych i związanych z wrogą ówcześnie działalnością. I tak znana jest opowieść rodzinna o tym jak wujek chodził z ciocią na rynek lwówecki, gdzie odbywały się targowiska, i oprócz podstawowych produktów, kupował coś specjalnego. Mając zaprzyjaźnionego gospodarza z okolic Lubomierza i Pławnej, którego synowi pomógł w potrzebie, cyklicznie dokonywał zakupów mleka śmietany, sera, miodu oraz dyskretnie zapakowanej w poniemieckiej butelce od śmietany – krwi. Krew pochodziła z uboju świń, drobiu, ptactwa hodowlanego typu gołębie itd. A była ona potrzebna na wypadek dokonywanych przesłuchań w piwnicach siedziby urzędu. Jeden z przełożonych, którego nazwisko pozwolę sobie zachować na prośbę mej cioci dla siebie, kazał swoim podwładnym tak mocno bić przesłuchiwanych, by inni wchodząc na przesłuchanie już zaczynali śpiewająco opowiadać to, o czym ci chcą usłyszeć. Miała być to typowa psychologiczna pokazówka, jakiej uczyli się na szkoleniach. Tak samo jak mieli obowiązek zapoznać się z podręcznikiem do patologii i sekcji zwłok człowieka, by wiedzieć jak i gdzie bić, ale nie zabić. Dlatego też, aby „ubarwić nieco” scenerie sali przesłuchań odwracano osadzonego z krzesłem do ściany, uderzano kilka razy pytając o daną sprawę, a okolice krzesła polewano krwią nadając całej sytuacji grozy i przestrachu. Jak przełożony wchodził z góry, co jakichś czas na „kontrol”, i widział mnóstwo krwi, to na jego twarzy każdorazowo malowało się zadowolenie bez względu na efekt danego przesłuchania. Wtedy uważał, że taki pracownik jest efektywny i nadaje się „nie tylko do pisania raportów”. Jest to autentyczna opowieść, anegdota z tamtego okresu.


Taki właśnie on …

Z tego, co wiem wujek Władek, był człowiekiem wielkiego serca, bardzo ciepłym i konsekwentnym. Można rzec, że wraz z jego śmiercią w 1978 r. rodzina nigdy już nie była taka jak dawniej. Nie spotykano się już wspólnie tak, jak kiedyś nad kinem w święta czy urodziny. To jego osoba, charyzma, scalała tą rodzinę. Był bardzo towarzyski i otwarty na ludzi. Z opowieści rodzinnych i nie tylko, wiem, że to właśnie on zastępował niejako mojej mamie ojca, którego jako dziecko niestety nie miała. To właśnie on narażając się na utratę stanowiska pomagał rolnikom z okolic Gryfowa Śl., ukrywając pewne nieprzyjemne wtedy fakty. To właśnie on uznawany był za biernego pracownika, który nie wykazywał się zbytnio, mimo, że brał udział w rozpracowywaniu środowisko „poakowskich” i był jednym z członków grupy rozpracowującej i obserwującej środowisko kościelne w Lubomierzu z ks. Pyclikiem na czele.

Pod koniec 1956 r., jako oficer operacyjny został zwolniony ze służby. Od 1956 roku pracował, jako pracownik fizyczny przy obróbce, a następnie w oparciu o dotychczasowe doświadczenie i obycie z bronią, jako członek Komendy Straży Przemysłowej w kopalni „Nowy Ląd” w Niwnicach. I mimo, że ktoś powie, że bronię człowieka, który był „czerwonym komuchem i działaczem partyjnym” to powiem szczerze, że TAK, bronię, bo dla mnie był też człowiekiem, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jeśli jest ktoś, kogo dziadek czy babcia w ówczesnym trudnym czasie nie należeli do partii lub z nią nie współpracowali, to powiem, że należy do rzadkości. Takie były czasy, i mimo że już dawno minęły czasy okrągłego stołu i „wyjazdu żołnierzy z Legnicy”, to nadal żywe są „dawne układy”, bo jeszcze żyją dzieci tych, którzy byli „władcami marionetek” i decydowali, co, gdzie i komu …

Autor: Przemysław Popławski – pracownik ZPEW we Lwówku Śląskim, pasjonat filokartysta, regionalista. Autor kilkunastu artykułów w prasie regionalnej oraz współautor: „Tajemnic Zamku Grodziec i Pałacu Ambasadora III Rzeszy” (Wyd. CB), „Pogórze Izerskie w cieniu swastyki” (Wyd.), „Wojna 30-letnia i Kampania Napoleońska na terenie Powiatu Lwóweckiego i Mikroregionu Frydlanckiego ”
 
Zobacz galerie:
Komentarze:
AparatRomek
Poniedziałek, 2017-04-24 21:21
Nie można wkładać wszystkich ludzi do jednego worka. Znam takich co za komuny byli normalni. Partia partią a człowiek człowiekiem/
Aparatkk
Poniedziałek, 2017-04-24 22:55
Ale o świńskiej krwi, a nie ludzkiej, na przesłuchaniach UB to pewnie nawet IPN nie słyszał. I proszę nie porównywać katów z UB do osób należących do partii.
Normalnie wujek bohater.
Aparatz akt IPN
Poniedziałek, 2017-04-24 23:51
Pan Przemek pominął kilka istotnych fragmentów z książki doktora Klementowskiego z IPN. Na stronie 61 przeczytałem, że szef PUBP por. Korbiel dokonał w grudniu 1952 oceny "stwierdził, że przez lata pracy w jednym miejscu Suślik stał się pracownikiem skompromitowanym przez różne wybryki, powiązanym z elementem obcoklasowym.
Klementowski pisze też, że Suślik rozpracowywał też środowisko poakowskie, albo popularnego w Lubomierzu ks. Bernarda Pyclika. Przez lata szukali na niego haka w ramach akcji Orkan. Suślik brał nieraz udział w wielu akcjach terenowych przeciw młodym Polakom. Jak była ich wina? Słuchali zagranicznych audycji!!!
AparatAleksander Paszczynski
Wtorek, 2017-04-25 09:26
Panie Przemysławie pozwoli pan że podziękuję za przypomnienie Pana Władka , dla mojego ojca Karola był po prostu Władziu. Mój ojciec miał przyjemność pracować z panem Władkiem . Jak ojciec opowiadał jezdzili na zebrania wiejskie aby propagować zakładanie spółdzielni samopomocy chłopskiej , ich perypetiami często powrotami do domu po północy z okolic Gryfowa , Lubomierza , Pasiecznika często z narażeniem życia. Wiem z opowiadań ojca jak wracał z takiego spotkania chyba to 1953 rozstali się w Lwówku i ojciec pieszo szedł po torach do domu do Dębowego Gaju został tam w lesie napadnięty. po tym fakcie jezdzili nie dwóch lecz jeszcze mili dwóch milicjantów którzy pilnowali samochodu bo niejednokrotnie były uszkadzane .
AparatAleksander Paszczynski
Wtorek, 2017-04-25 09:48
nie wiem po co tyle złości dla wyjaśnienia tak się potoczyły ludzkie losy. Mój ojciec mimo że miał akt nadania ziemi została mu odebrana wraz z gospodarstwem bo kułak , a po miesiącu bez środków do życia i utrzymania rodziny a miał żonę i już dwójkę dzieci dostał pracę od p. Władka jako dobry gospodarz do pracy w Samopomocy Chłopskiej Lwówek Śląski . Po tylu latach i dociekań wiem kto wtedy napadł na mojego ojca i usiłował go zabić wrzucić do Bobru to tego dziewięćdziesiąt latka mam ciągać po sądach albo go szkalować . Wybaczcie jestem miłosierny. Panie Przemku dziękuję uważam to za etap historii , a nie nienawiści.
Aparatdo Aleksander Paszczyński
Wtorek, 2017-04-25 10:50
Szanowny Panie Aleksandrze to ja dziękuje za pamięć i miłe słowa o człowieku który był ojcem dla mojej mamy, człowieku którego osobę znam tylko z jakże wielu rodzinnych opowieści.Znam jeszcze wiele tego typu anegdot, ale dałem słowo mojej rozmówczyni że pewne nazwiska pozostaną w cieniu historii- takie było życzenie wujka Władka. Dla mnie jest wielkim człowiekiem który zaszczepił w mojej mamie pewne wartościowe cechy które i ja otrzymałem w dzieciństwie: sympatie do lasu i przyrody , szacunek do historii bez względu jaka by nie była i obiektywizm-" nigdy nie oceniaj książki po okładce- innych staraj się traktować tak jak sam chciałbyś by cie traktowano..!!!.To że go nie poznałem i umarł rok przed moim urodzeniem po tragicznym wypadku z udziałem naszej sojuszniczej Armii Radzieckiej to jedna z tych rzeczy jakich bardzo żałuję....
AparatObserwator
Wtorek, 2017-04-25 10:59
Nie jest bohaterem ,ale odbiega od standardu ówczesnych funkcjonariuszy.Nie podoba mi się to że ścigał młodych za słuchanie zagranicznych audycji radiowych, ale taka wtedy była polityka wszystko co nie Radzieckie było złe. Ten kto nie żył wtedy w tamtych czasach nie pojmie czym był ocet na półkach i wymagania co do normy dziennej w kopalni.Miło się czyta , i powraca do tamtych dni, dziękujemy Panie Przemku.A Władka pamiętam jeszcze z lat siedemdziesiątych jak o kuli przechadzał się po mieście.Dobry człowiek był , bardzo opanowany, tylko mocno rozmowny jak popił. Pamiętam jego pogrzeb mnóstwo ludzi wtedy przyszło i nasi z Kopalni i duża rodzina jego.
Aparatdo z akt IPN
Wtorek, 2017-04-25 11:10
Faktycznie W. Suślik w książce Dr. Klementowskiego został opisany na podstawie teczki osobowej jako: "skompromitowany przez różne wybryki, powiązany z elementem "obcoklasowym." Drogi czytelniku jakie wybryki wiesz..?. Bo ja wiem. "Niedostateczne i lakoniczne opiniowanie obserwowanych, niedostateczna ilość podawanych danych i spotkania z elementem obcoklasowym poza godzinami pracy !".Władek nie był święty , miał swoje słabości.A fakt że wszedł w rodzinę i środowisko obcoklasowe to już inna historia.Nie nam to oceniać kto była tam przychylny władzom , kto karany itp.
AparatAleksander Paszczynski
Wtorek, 2017-04-25 13:29
Panie Przemysławie ja jestem rocznik 1954 nie tylko beztrosko żyłem ale też słuchałem opowiadań rodziców czy sąsiadów znam też tajemnice z okresu lat powojennych i lat 50 -tych , obiecałem to ojcu że tego nie wyjawię. Napisałem krótkie opowiadanie Tajemnice przeżycia które przesłałem do lwówecki info . Tak jak p. Władek i mój ojciec trzymali to w tajemnicy nawet jak p. Władek który pracował tam gdzie pracował. Dziękuję za słowa .Ludzie którzy chcą prześć życie suchą stopą nie zrozumieją co musieli robić nasi rodzice czy dziadkowie aby przeżyć .
AparatLISTONOSZ -WNUK
Wtorek, 2017-04-25 19:41
Jak można pisać że jakiś UBek czy ZOMOwiec był w porządku ..?,oni wszyscy reprezentowali miniony okres reżimu komunistycznego i byli aktywnym aparatem wykonawczym tego reżimu!!!!Autor jest za młody by podejmować takie tematyki. Prosze napisać co oni robili zwykłym obywatelom wtedy w budynku UB we Lwówku,jak aresztowali kobiete w ciąży która zostawiła w domu troje dzieci bez jedzenia i opieki.Opisac co jej robili -głośna sprawa na cały lwówek wtedy była , ale szybko ucichła bo zastraszano ludzi.Skandal......
AparatMnietek
Wtorek, 2017-04-25 22:59
Jednym słowem, jak ktoś nie należał do partii, nie był UB-ekiem czy milicjantem to był frajerem. O frajerach się w historii nie pisze, więc napisano o UB-eku. Skoro jednak nawet UB gościa pogoniło z pracy, to musiał być wyjątkowo "oryginalny". Nie wiem czy się śmiać, czy płakać, że ktoś publicznie wspomina takiego członka rodziny. Jednym słowem żenada.
AparatBogdan do Mnietek
Środa, 2017-04-26 09:24
Powiem tak , po części zgadzam się z Pańską opinią.Mój dziadek był w UB, a ojciec był Zoomowcem i osobiście znał tego Pan Władka. Oryginalny gość.Autor artykułu nieco go "ubarwił".Kilka dni temu dowiedziałem się że ten Pan z laseczką to był pierwszy inwigilator kościelny w Lubomierzu.Płacił podobno ludziom pieniądze za sprawozdania z mszy bo sam nie mógł się tam pojawić. Podstawiał kapusiów którzy współpracowali z parafią , a tam sprzątała siostra mojej babci i wie kto był wtedy anty.Żenadą nie jest to że ten młody autor wspomina tego dziadka i wujka, chwali się że miał odwagę to napisać. Ja gdybym mógł tez bym napisał wspomnienia jakie zasłyszałem w domu.Ten Pan to kat ale ofiara systemu w jakim sie wtedy wszyscy znaleźli .Każdy sobie radził jak potrafił, dziadek opowiadał ze na tych ziemiach nie było miodu. Były bandy które grasowały z bronią,były napady i konieczność opowiedzenia się po jakiejś stronie.Ludzie szli tam gdzie były korzyści i zapewnione minimum bezpieczeństwa , mieli dość uciekania , wojny itd. Jakby dziadek nie wstąpił do UB , to straciłby gospodarkę- tak mu powiedziano !!!
Aparatczytelnik
Środa, 2017-04-26 09:37
Po zapoznaniu się z tym artykułem nasuwa mi się pewne zapytanie kim w świetle przedstawionych przez autora faktów, był funkcjonariusz UB , a kim Jan Bogdziewicz "Czarny Janek" ujęty na Ostrzycy ? Który z nich to postać pozytywna ?. Dużo mówi się o żołnierzach wyklętych o tych co walczyli z ówczesna władza i systemem.Bogdziewicz był kim bohaterem czy przestępcą ?.Czy był przykładem powojennego Janosika ?.Wedle zebranych materiałów napadał i kazał zabijać,wedle innych dawał biednym i potrzebującym z okolic Bełczyny czy Rochowa.
Aparatczytelnik 2
Środa, 2017-04-26 09:41
Kieruję też zapytanie jak ten człowiek mógł zostać przyjęty do UB skoro służył w LWP (tak jak przedstawiają zdjęcia), i współpracował z partyzantką , ruchem oporu ?. Występują tu jakieś niespójności. Ja rozumiem ze po wojnie były braki w kadrach i brali prawie kogo popadnie , ale przed przyjęciem sprawdzali przeszłość kandydata jego stosunek polityczny , sytuację klasową i rodzinę. Co więc robił w UB ???
AparatMędrzec
Środa, 2017-04-26 09:50
„bestią może być każdy wystarczy, że odpowiedni człowiek otrzyma odpowiednie stanowisko, które pozwoli mu na dany zakres władzy nad innymi”, a to z kolei może być przyczyną, że u tego człowieka odezwą się pewne instynkty o właściwościach niezgodnych z ogólnie przyjętymi normami społecznymi lub wartościami moralno- etycznymi".
Dobrze powiedziane....
AparatAleksander Paszczynski
Środa, 2017-04-26 15:09
Złamany poniewierany , ale dumny z siebie , tak uważam. Wielu pracowników U B czy Milicji po zwolnieniu ze służby jak czuli się winni za swoje postępowanie opuszczali miejsce zamieszkania , a nawet wyjeżdzali za granicę lub zmieniali tożsamość. Powrócę do p. Włada nie tylko że został zwolniony ale też nie otrzymał renty czy emerytury wtedy już obowiązywał przepis że po 10 latach 30 procent uposażenia . Zwolniony przed upłt
wem 10 lat nie dostał nic.Jaki był dumny a zarazem złamany psychicznie dla utrzymania rodziny podjął się najniższej pracy fizycznej. Ponadto człowiek wysokiej wiary w siebie , iż nie opuścił Lwówka i pozostał do ostatnich dni .niech mottem będą słowa z komentarza ,,obserwatora ,, i ilu ludzi go żegnało nie z ciekawości , ale dla ludzi dobrym człowiekiem był. Oskarżanie człowieka zostawmy pokrzywdzonym jest na to droga prawna . Nie ogólniajmy oni to robili myśmy to słyszeli , zrobił znam fakty i dokumenty , biorę odpowiedzialność za to co mówię piszę. Nie działam pod psełdonimem bo wtedy to można być posądzony o brak wiarygodności szczerości bardziej złośliwości
Aparatsava
Środa, 2017-04-26 18:13
A może by tak opisać zasługi wszystkich lwóweckich UBeków i SBków.
AparatOBSERWATOR 2
Środa, 2017-04-26 23:34
A ja uważam że autor miał sporo odwagi że podjął się tak "niewygodnego " tematu.Panie Przemku chylę czoła za szczerość i odwagę. Mimo że nie tęsknie za minionym okresem komuny i kolejkami , to Pański artykuł udowadnia że byli tez dobrzy ludzie po tej złej stronie barykady w tamtych trudnych czasach gdzie jeden patrzył drugiemu w okno ,kwitek z poborami i to czego się słuchało w domu wieczorem .Dobry artykuł okraszony ciekawymi dawnymi fotografiami zapewne ze zbiorów rodzinnych.Prosimy o więcej i nie przejmować się agitatorami.
AparatZdjęcie 14
Środa, 2017-04-26 23:36
Witam czy zdjęcie nr.14 nie przedstawia czasem ulicy: Hanki Sawickiej koło KMO, przepraszam koło Policji we Lwówku Śląskim ????/
AparatPABLO -GENERALIZACJA
Czwartek, 2017-04-27 00:16
Generalizowanie że wszyscy SB czy UB byli katami i komunistycznymi wykonawcami jest błędne.Ktoś kto tak pisze nie wczytał się w sedno artykułu. autor pisze nieco chaotycznie , ale za drugim razem idzie wyłapać sedno jakie chciał zapewne przekazać, tak przynajmniej nam się wydaje.Tu nie chodzi o oczyszczenie kogoś z win bo ten gość już zapewne nie żyje. Chodzi o nie generalizowanie i wkładanie wszystkich do "jednego wora". Tak jak nie wszyscy Policjanci to służbiści i nadambitni łapacze punktów i osiołków za kółkiem , tak i w tym ewidentnym przypadku nie wszyscy SB czy UB , MO , ZOMO to pijawki komunistyczne.
Aparatdo PABLO -GENERALIZACJA - Ryszard z MO-69
Czwartek, 2017-04-27 11:11
Trafiłeś w sedno , w pełni popieram -słuszne i mądre spostrzeżenie wykonywaliśmy co kazali.W obecnych czasach młode roczniki tego nie pojmą. Nie było gatki nie mogę , nie chce , nie teraz , później.Był rozkaz obstawienia -kontroli albo pałowania, no to się wykonywało. Spróbowałby któryś z was wtedy nie wykonać rozkazu !!!? Nie radziłbym ,konsekwencje były daleko sięgające. Wielu odrabiało w tym czasie wojsko u nas , jak się stawiali , to dostawali tzw. dosłużenie, albo wypad do Orzysza do Kompani Karnej , tam był tzw. płk.Piłeczka(okrąglutki , niskiego wzrostu ,służbista i tyran) a tak bił że ktoś inny odbijał się jak piłka i upadał bez przytomności.Kto nie przeżył Orzysza ten nie zrozumie. Proszę nas nie oceniać , po dziś dzień śni mi się zima gdzie kazali nam odśnieżać odcinek prawie 70 km o jednym talerzu zupy przy -25 stopni na minusie, a za co ?, za nie wykonanie rozkazu.
AparatBogusia
Czwartek, 2017-04-27 11:25
Gdyby wtedy nie było UB czy MO ,a nawet obecnie Policji nikt normalny nie wyszedłby z domu po 22:00, wtedy były powojenne bandy. Dziś mamy grupy młodocianych chuliganów, którzy zamiast pracować gnoje to uczą się jak tu przywłaszczyć sobie czyjeś ciężko zarobione pieniądze.Kiedyś po mieście przeszło się dwóch mundurowych poi był względy spokój bo bali się że zabiorę na komendę. A dziś więzienia to jak patrze w telewizji to ośrodki wypoczynkowe a wizyta na Komendzie to jak wizyta u lekarza.Kiedyś mieli szacunek dla munduru i Policji , a dziś sami Państwo widzicie jak jest.
AparatKrzysztof
Czwartek, 2017-04-27 14:22
Mój ojciec był w Orzyszu, mówił że to był najgorszy okres służby jaki pamięta, kiepskie racje żywnościowe , alarmy w środku nocy , musztry i zajęcia fizyczne ponad miarę i siły normalnego człowieka.Każdy chłopak powinien odbyć pdst. służbę wojskową -dopiero wtedy odcina się pępowinkę od mamusi i stajesz się namiastką mężczyzny.Teraz na ulicy to modele i mamisynki, a nie faceci.Jeżdźą po mieście autkiem tatusia co tyra na ogórkach w Niemczech hehehe
AparatKTM
Czwartek, 2017-04-27 14:30
Pan W.S. widzę że mocno wybielony medialnie , a co z akcją ORKAN realizowaną prze UB w Lwówku Śl. ???????. to była ewidentna inwigilacja Kościoła, jak muszą czuć się dziś potomkowie tych inwigilatorów ?,czy przystępują do Sakramentu Świętego, aktywnie uczestniczą we Mszy Świętej ?
Aparatanty MOHEROWE BERETY
Czwartek, 2017-04-27 16:15
Co ma do tego religia , msze święte itp.Widzę że i tu zagląda armia moherowych beretów
AparatMirek
Sobota, 2017-04-29 11:43
Wszystkich z ub powinno się ujawnić a po komentarzach niektórych widać że było tych cudownych ludzi bardzo dużo.
AparatAleksander Paszczynski
Sobota, 2017-04-29 13:37
Do p. Mirka . Ujawnieni w I P N są wszyscy nawet sprzątaczki od 1945 do 1989 nawet ci pozytywnie zweryfokowani i pracujący w Policji. Proponuje lektury współpracowników T W i innych ciekawa lektura nawet nie wiesz jaką masz rodzinę czy sąsiadów . Nie szukajmy sobie prywatnego wroga. Jak to powiedział Pawlak w Samych Swoich wróg a wróg na własnej krwi wyhodowany.
AparatPowojenna
Niedziela, 2017-04-30 23:02
Robienie "na siłę" bohatera z byłego Ubeka.Rodzina chce się oczyścić z niechlubnej przeszłości?Wśród hitlerowskich żołnierzy też byli tzw.ludzie,którzy pomagali czasem kobietom i dzieciom i byli po prostu ludzcy.Czy to jest powód do uczynienia ich bohaterami???No tak,we Lwówku o jeden to "pisarz" :D :D
AparatDo Bogusi
Poniedziałek, 2017-05-01 15:58
Ty masz równo pod deklem? Jakie bandy w latach 50 latały w okolicy po 22.00 że UB mamy dziękować za wymyśloną ochronę. Nie wymyślaj bajek na siłę
AparatDo obrońców UB i SB
Wtorek, 2017-05-02 11:30
Co to za gadanie o tym że musieli bo im kazali. Szli do służby w UB i potem SB bo wiedzieli co będą robić. DONOSIĆ INWIGILOWAĆ ŚLEDZIĆ TORTUROWAĆ PSYCHICZNIE LUB FIZYCZNIE Teraz czytam jacy to byli fajni ludzie nawet bohaterzy. Jeszcze im pomnik dajcie.
AparatUjawniani
Wtorek, 2017-05-02 19:53
Ujawnienie są wszyscy w IPN nawet kapitan B.który tworzył książki o historii lwówka....:-)...
AparatDo Ujawniani: Bosski zwalczał kościół
Środa, 2017-05-03 20:13
No właśnie a gdzie wielki pisarz lwówecki J.A.B.? Na szczęście w katalogu IPN pozostanie na zawsze. Warto by kiedyś poznać bliżej jego dokonania. Zainteresowanych odsyłam do akt IPN i pewnej teczuszki:
http://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/15696
AparatWOOOOOOW -teczuszka...!!!!!!!!!
Piątek, 2017-05-05 10:48
No to gruuuuuubo ktoś poleciał z tą teczką, no kto by pomyślał.A zapowiadał się na tak nieskazitelną osobę publiczną.
AparatODROBINA SZACUNKU
Niedziela, 2017-05-07 03:52
Bardzo proszę o nie szkalowanie dobrego imienia pracowników UB i SB, w tym kpt.J.B.Porządny człowiek, wiec po co się go czepiać, wypromował wam miasto a wy co za komuny to pewnie pączki piekliście co...?.Cały Lwówek pamięta za to jaka role pełniła restauracja Klubowa , knajpa donosicieli , konfidentów , agentów i tych co im stawiali i z nimi pili,jak był ktoś bez winy niech kurcze pierwszy rzuci kamieniem
Aparatdo ODROBINY SZACUNKU
Poniedziałek, 2017-05-08 00:15
Kapitan JAB promował miasto, czy na nim zarabiał? Była Dyrektorka z Biblioteki przez kilka lat zakupiła podobno ponad pół tysiąca albo i więcej tych dzieł. Sprzedawano je tylko w mieście a nie w okolicy więc żadna promocja. Książki wydawała rodzinna firma budowlana! Dlaczego? Pytajcie w Skarbówce. Ale co ja tam wiem przecież Kapitan to uczciwy obywatel, nieskazitelny patriota, jak każdy ubek i esbek. Nie było lepszych ludzi w PRL.
AparatKlubowa
Sobota, 2017-05-13 17:39
Restauracja Klubowa była restauracja agenturalną,nie bez przyczyny ob.W.Suślik, o którym tak pozytywnie prawi autor artykułu, mieszkał na przeciw tej restauracji w budynku nad kinem. Bywał nader często tak jak i w hotelu Piast, czyżby przypadek ? trzeba by spytać starszych pracowników restauracji Klubowa czy czasem nie dostawali "dewidendy", talony i profity za obserwacje.
Aparatstały bywalec
Sobota, 2017-05-13 17:44
Zagadnienie restauracji Klubowa wydaje się bardzo ciekawe.Dziadek opowiadał jak można było zakupić buteleczkę z pod tzw. lady.Była to buteleczka tylko dla wybranych, a moc posiadała podobno pioruńską, otwierał każdą gębę i zabierała każde nogi, na nieszczęście babci.była tez Pani która zawsze po 16 przyjeżdżała z wózkiem po męża wracającego z pracy z Mojesza, a że miał po drodze to zawsze wstąpił do Klubowej.
AparatDo ODROBINA SZACUNKU
Sobota, 2017-05-13 17:46
Klubowa - czar pieknego dzieciństwa poczatku lat 70.dawna restauracja klasyk, dziś już niema w tym umierającym mieście emerytów i "sezonowych zagranicznych emigrantów" takich miejsc.
AparatMnietek
Środa, 2017-05-17 20:49
Z tym J.A.Bossowskim to wyjątkowo zabawna historia, bo zanim został SB-ekiem to był zwykłym kapusiem. Ponoć to strasznie wyjątkowa kariera.
Dodaj komentarz

Kalendarz wydarzeń

Prev
Maj 2017
Next
Po Wt Śr Cz Pi So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Mini_granica-panstwa
Wtorek, 2017-05-23
List_mini_radiowoz-wlen
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_florianska-gryfow-slaski-2017
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_kwisonalia-2017
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_remiza-osp-mirsk
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_dsc06369--2-
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_lwowek-slaski-obwodnica
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_oferta-zs-lubomierz
Poniedziałek, 2017-05-22
List_mini_pilka-nozna-logo
Niedziela, 2017-05-21
List_mini_woskar-sudety-2017
Niedziela, 2017-05-21
List_mini_sobota-zawody-osp-2017
Sobota, 2017-05-20
List_mini_zwloki-rzeka-bobr
Sobota, 2017-05-20
List_mini_grob-przeznaczony-do-likwidacji
Piątek, 2017-05-19
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
Aktualności | Wydarzenia | Ludzie | Samorząd | Na sygnale | Wywiady | Turystyka | Atrakcje | Noclegi | Historia | Galeria | Charytatywnie | Ogłoszenia | Katalog Firm | Reklama